Odwiedziłam moją przyjaciółkę Ninę, która ma obecnie 91 lat. Mimo znacznej różnicy wieku łączy nas bardzo wiele. Poznałyśmy się,gdy miałam 13 lat. Niejedną noc spędziłyśmy rozmawiając o sensie życia, Bogu, wierze i innych ważnych sprawach.
Kilka miesięcy temu Nina przebyła niewielki wylew wewnątrzczaszkowy.
Teraz zaprowadziła mnie przed okno, na którego parapecie stały kwiaty. Pokazała krzak róży. Róża ta miała drobne listki i siedem niedużych, jasnoróżowych kwiatków.
-Ta róża jest dla mnie mistyczna- objaśniła Nina.- Dostałam ją od syna Zuzanny w czasie jej pogrzebu. Potem on też umarł, a teraz przez ten kwiatek przemawia do mnie.
-Tak?- zapytałam- Miałaś kontakt z tą rodziną i wiesz, że on też umarł?
-Ja wiem, kiedy ktoś umiera. Wtedy znikają wszystkie papiery. Niedawno zniknęły z mojego biurka...
-Pamiętasz pierścionek, który ci dałam przed laty?- snuła dalej Nina
-Oczywiście, że pamiętam.
(Byłam wtedy nastolatką. Nina kopiąc grządki w ogródku znalazła swój pierścionek z czasów młodości, zgubiony przed wojną. Przeleżał w ziemi ponad 40 lat. Nina zabrała mnie o świcie do lasu, aby zbierać maliny. Gdy wschodzące słońce przebijało przez mgły i rosę na liściach, wręczyła mi ten pierścionek - z oczkiem jak kropla rosy - na znak naszej przyjaźni).
Milczałyśmy chwilę, przytulone.
-Byłyśmy wtedy jeszcze dziećmi - odezwała się Nina
Będąc (póki co) osobą tak zwaną "sprawną umysłowo" nie potrafię wyrazić ulotnego piękna takich chwil.
Nieraz doświadczamy ich, gdy kontaktujemy się z ludźmi mniej sprawnymi czy małymi dziećmi. Jest w nich coś więcej. Wolni w jakimś stopniu od więzów logiki, zdobywania i twardej realizacji celów - ukazują nam okienko do wielkiego świata uczuć i emocji, o których tylko czasem ośmielamy się marzyć.
czwartek, 9 września 2010
sobota, 14 sierpnia 2010
Rozmowa z księdzem
Byłam u mądrego księdza.
Poszłam porozmawiać o moich poglądach i działalności.
No, no, nie bójcie się! Nie miałam zamiaru zmieniać zdania w przypadku braku akceptacji... (zdanie mogę zmienić tylko pod wpływem własnego przekonania).
Opowiedziałam o udziale w marszach równości, transparentach, o liście protestacyjnym do księdza Rektora Papieskiego Uniwersytetu Teologicznego w Krakowie, o blogu i o poglądach.
Streszczając owe poglądy:
1.popieram wierne związki jednopłciowe oraz związki osób transpłciowych, uważając je za dobre i pożyteczne
2. uważam za słuszne dopuszczenie dla małżeństw nieporonnych środków antykoncepcyjnych oraz zachowań seksualnych nie dających możliwości poczęcia
3. uważam zachowania autoerotyczne za nieszkodliwe, o ile nie przybierają form nałogowych
4.jestem przeciwko aborcji i eutanazji, popieram wierność i odpowiedzialność
5. nie uważam aby moje poglądy i działania były grzechem, tak więc oczywiście za nie nie żałuję.
Ksiądz wysłuchał. Powiedział, że tematy są trudne, a każdy z nich jest "rzeką".
Że oczywiście mam prawo myśleć i działać jak wyżej.
Nie powinnam jednak nigdy podchodzić cynicznie lub z poczuciem wyższości do argumentów ze strony Kościoła. Nad jego stanowiskiem w tych sprawach pracowali całe lata w wielkim trudzie umysłu i w modlitwie liczni ludzie dobrej woli. Dlatego mam z szacunkiem czytać i analizować ich teksty.
Z drugiej strony Kościół powinien również otworzyć się na nowe spojrzenie, oraz argumenty z dziedziny medycyny, biologii i psychologii.
Wszak tematy, o których mówimy, nie są dogmatami.
Na koniec rozmowy udzielił błogosławieństwa, a ja zapytałam - czy to co powiedziałam, stanowi według niego przeszkodę do spowiedzi i komunii świętej?
Odpowiedział, że skoro opowiadam się za ochroną życia, wiernością i odpowiedzialnością - nie stanowi.
Tak więc przystąpiłam do sakramentów z nowym poczuciem umocnienia.
Modlę się za nas wszystkich, drodzy Przyjaciele LGBT - abyście także spotykali mądrych ludzi, duchownych i świeckich. Abyście wychodzili z tych spotkań umocnieni i przekonani, że wasze pełne miłości związki są dobrem dla Was i dla świata.
Tłumacząc na język Przyjaciół niewierzących - posyłam Wam myśli pozytywne, twórcze i pełne dobrych życzeń!
Poszłam porozmawiać o moich poglądach i działalności.
No, no, nie bójcie się! Nie miałam zamiaru zmieniać zdania w przypadku braku akceptacji... (zdanie mogę zmienić tylko pod wpływem własnego przekonania).
Opowiedziałam o udziale w marszach równości, transparentach, o liście protestacyjnym do księdza Rektora Papieskiego Uniwersytetu Teologicznego w Krakowie, o blogu i o poglądach.
Streszczając owe poglądy:
1.popieram wierne związki jednopłciowe oraz związki osób transpłciowych, uważając je za dobre i pożyteczne
2. uważam za słuszne dopuszczenie dla małżeństw nieporonnych środków antykoncepcyjnych oraz zachowań seksualnych nie dających możliwości poczęcia
3. uważam zachowania autoerotyczne za nieszkodliwe, o ile nie przybierają form nałogowych
4.jestem przeciwko aborcji i eutanazji, popieram wierność i odpowiedzialność
5. nie uważam aby moje poglądy i działania były grzechem, tak więc oczywiście za nie nie żałuję.
Ksiądz wysłuchał. Powiedział, że tematy są trudne, a każdy z nich jest "rzeką".
Że oczywiście mam prawo myśleć i działać jak wyżej.
Nie powinnam jednak nigdy podchodzić cynicznie lub z poczuciem wyższości do argumentów ze strony Kościoła. Nad jego stanowiskiem w tych sprawach pracowali całe lata w wielkim trudzie umysłu i w modlitwie liczni ludzie dobrej woli. Dlatego mam z szacunkiem czytać i analizować ich teksty.
Z drugiej strony Kościół powinien również otworzyć się na nowe spojrzenie, oraz argumenty z dziedziny medycyny, biologii i psychologii.
Wszak tematy, o których mówimy, nie są dogmatami.
Na koniec rozmowy udzielił błogosławieństwa, a ja zapytałam - czy to co powiedziałam, stanowi według niego przeszkodę do spowiedzi i komunii świętej?
Odpowiedział, że skoro opowiadam się za ochroną życia, wiernością i odpowiedzialnością - nie stanowi.
Tak więc przystąpiłam do sakramentów z nowym poczuciem umocnienia.
Modlę się za nas wszystkich, drodzy Przyjaciele LGBT - abyście także spotykali mądrych ludzi, duchownych i świeckich. Abyście wychodzili z tych spotkań umocnieni i przekonani, że wasze pełne miłości związki są dobrem dla Was i dla świata.
Tłumacząc na język Przyjaciół niewierzących - posyłam Wam myśli pozytywne, twórcze i pełne dobrych życzeń!
środa, 21 lipca 2010
Euro Pride Warszawa 2010
http://www.zw.com.pl/galeria/278370,33,495929.html
http://www.homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=4048
Zastanawiałam się, czy iść na Euro Pride. Argumenty za i przeciw są ogólnie znane.
Wiem, że wiele osób LGBT nie bierze udziału w takich wystąpieniach, uważając, że to więcej szkodzi ich sprawie niż pomaga.
Ja jednak myślę, że ta forma jest potrzebna. Dzięki marszom świadomość społeczna na świecie pogłębiła się w ostatnich dziesięcioleciach. W paradach biorą udział nie tylko "golasy", ale też wiele osób ubranych całkiem normalnie, lub przebranych w tzw dobrym guście. Niosą wiele ciekawych i wartościowych haseł. Pełna różnorodność. Ludzi, którzy zachowują się zbyt prowokująco trzeba rozumieć. Odreagowują wiele doznanych w społeczeństwie urazów i krzywd. Większość bawi się wesoło i kolorowo.
Ostatecznie przekonałam się do pójścia po obejrzeniu zdjęć z tegorocznej parady w Londynie. Szło tam wśród barwnego tłumu wiele osób ubranych w jednolite podkoszulki, z transparentami organizacji chrześcijańskich. "Some Christians are gay. Get over it"
Tak więc byłam na Euro Pride w Warszawie 17.07.2010. Zrobiłam transparent z napisem "Polak katolik też bywa (tęczowa ryba, uśmiechnięta)". Miał on korespondować z powyższym z Londynu, oraz dać odpowiedź transparentowi z krakowskiego Marszu Równości, gdzie pod napisem "Polak katolik" widniała ryba zła i zębata...
Był wielki upał.
Na Placu Bankowym gromadził się tłum . Rozpoznałam stojących z transparentem panów Brandona Fay oraz Thomasa Moulton - słynnych gejów, których zdjęcie ślubne wykorzystał kilka lat temu ś.p. prezydent Lech Kaczyński do straszenia Polaków okropnościami zachodniego świata (jak pamiętamy, panowie przyjechali wówczas do Polski, aby zaprotestować przeciwko takim metodom oraz wesprzeć tutejsze środowiska LGBT. Odwiedzili także Sejm.Obecnie przyjechali na paradę, oraz z zamiarem pomodlenia się na Wawelu przy grobie Lecha Kaczyńskiego i złożenia hołdu ofiarom katastrofy smoleńskiej).
Przywitałam się z panami miło, dziękując za ich przybycie. Ponieważ podobał się im mój transparent, zaprosili mnie do wspólnego zdjęcia.
Starsza pani z dużym krzyżem w ręce chodziła w tym czasie i modliła się za nas...
Wzrusza mnie jej dobra wola. Cóż, że mamy całkiem inny punkt widzenia...
Parada ruszyła.
Było sympatycznie i wesoło. Muzyka, śpiewy, tańce. Ludzie z różnych stron świata - kraje zachodnie, ale także spora grupa z Ukrainy, z Litwy. Kontrmanifestacje wydawały się nieduże, policja ochraniała pochód dość dyskretnie. Zdjęcia można obejrzeć na załączonych linkach.
Dużo ludzi interesowało się moim transparentem, uśmiechało, robiło zdjęcia. Nie spotkałam zagranicznych chrześcijańskich organizacji LGBT. Jedna Czeszka i jedna Słowaczka opowiadały mi, że u nich istnieją takie właśnie organizacje. Przedstawił mi się jeden Polak ewangelik, rozmawialiśmy o ewentualnym wznowieniu działalności Berith Przymierze, wspólnoty ekumenicznej.
Przez krótki czas trzymała ze mną transparent sympatyczna Ania z Warszawy. Powiedziała, że chociaż jest ateistką, chętnie mi pomoże.
Ogólnie widać było wśród ludzi na ulicach więcej życzliwości niż wrogości.
Po powrocie do domu, na drugi dzień oglądałam program "Między ziemią a niebem", gdzie na początku były krótkie wywiady, między innymi ze mną. Następnie dyskutowali zwolennicy i przeciwnicy związków partnerskich- pierwsi bardzo inteligentnie, drudzy naprawdę na żenującym poziomie.
http://www.tvp.pl/religia/programy-katolickie/miedzy-ziemia-a-niebem (18.07.2010)
W internecie znalazłam informacje w katolickich mediach, jakoby moje hasło było wrogie Kościołowi. No cóż, wiadomo że po niektórych nie można się spodziewać innej reakcji.
Pan Tomasz Terlikowski, jak przeczytałam - zrezygnował z agresywnego tonu i modli się o nawrócenie uczestników parady. To już dobry krok naprzód. Ja modlę się o uznanie w społeczeństwie i w Kościele dobra, jakim są wierne związki osób homoseksualnych czy transpłciowych. Chcę się modlić wspólnie, i taka grupa niedługo w Polsce powstanie.
Pozdrawiam wszystkie Myszeczki!
http://www.homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=4048
Zastanawiałam się, czy iść na Euro Pride. Argumenty za i przeciw są ogólnie znane.
Wiem, że wiele osób LGBT nie bierze udziału w takich wystąpieniach, uważając, że to więcej szkodzi ich sprawie niż pomaga.
Ja jednak myślę, że ta forma jest potrzebna. Dzięki marszom świadomość społeczna na świecie pogłębiła się w ostatnich dziesięcioleciach. W paradach biorą udział nie tylko "golasy", ale też wiele osób ubranych całkiem normalnie, lub przebranych w tzw dobrym guście. Niosą wiele ciekawych i wartościowych haseł. Pełna różnorodność. Ludzi, którzy zachowują się zbyt prowokująco trzeba rozumieć. Odreagowują wiele doznanych w społeczeństwie urazów i krzywd. Większość bawi się wesoło i kolorowo.
Ostatecznie przekonałam się do pójścia po obejrzeniu zdjęć z tegorocznej parady w Londynie. Szło tam wśród barwnego tłumu wiele osób ubranych w jednolite podkoszulki, z transparentami organizacji chrześcijańskich. "Some Christians are gay. Get over it"
Tak więc byłam na Euro Pride w Warszawie 17.07.2010. Zrobiłam transparent z napisem "Polak katolik też bywa (tęczowa ryba, uśmiechnięta)". Miał on korespondować z powyższym z Londynu, oraz dać odpowiedź transparentowi z krakowskiego Marszu Równości, gdzie pod napisem "Polak katolik" widniała ryba zła i zębata...
Był wielki upał.
Na Placu Bankowym gromadził się tłum . Rozpoznałam stojących z transparentem panów Brandona Fay oraz Thomasa Moulton - słynnych gejów, których zdjęcie ślubne wykorzystał kilka lat temu ś.p. prezydent Lech Kaczyński do straszenia Polaków okropnościami zachodniego świata (jak pamiętamy, panowie przyjechali wówczas do Polski, aby zaprotestować przeciwko takim metodom oraz wesprzeć tutejsze środowiska LGBT. Odwiedzili także Sejm.Obecnie przyjechali na paradę, oraz z zamiarem pomodlenia się na Wawelu przy grobie Lecha Kaczyńskiego i złożenia hołdu ofiarom katastrofy smoleńskiej).
Przywitałam się z panami miło, dziękując za ich przybycie. Ponieważ podobał się im mój transparent, zaprosili mnie do wspólnego zdjęcia.
Starsza pani z dużym krzyżem w ręce chodziła w tym czasie i modliła się za nas...
Wzrusza mnie jej dobra wola. Cóż, że mamy całkiem inny punkt widzenia...
Parada ruszyła.
Było sympatycznie i wesoło. Muzyka, śpiewy, tańce. Ludzie z różnych stron świata - kraje zachodnie, ale także spora grupa z Ukrainy, z Litwy. Kontrmanifestacje wydawały się nieduże, policja ochraniała pochód dość dyskretnie. Zdjęcia można obejrzeć na załączonych linkach.
Dużo ludzi interesowało się moim transparentem, uśmiechało, robiło zdjęcia. Nie spotkałam zagranicznych chrześcijańskich organizacji LGBT. Jedna Czeszka i jedna Słowaczka opowiadały mi, że u nich istnieją takie właśnie organizacje. Przedstawił mi się jeden Polak ewangelik, rozmawialiśmy o ewentualnym wznowieniu działalności Berith Przymierze, wspólnoty ekumenicznej.
Przez krótki czas trzymała ze mną transparent sympatyczna Ania z Warszawy. Powiedziała, że chociaż jest ateistką, chętnie mi pomoże.
Ogólnie widać było wśród ludzi na ulicach więcej życzliwości niż wrogości.
Po powrocie do domu, na drugi dzień oglądałam program "Między ziemią a niebem", gdzie na początku były krótkie wywiady, między innymi ze mną. Następnie dyskutowali zwolennicy i przeciwnicy związków partnerskich- pierwsi bardzo inteligentnie, drudzy naprawdę na żenującym poziomie.
http://www.tvp.pl/religia/programy-katolickie/miedzy-ziemia-a-niebem (18.07.2010)
W internecie znalazłam informacje w katolickich mediach, jakoby moje hasło było wrogie Kościołowi. No cóż, wiadomo że po niektórych nie można się spodziewać innej reakcji.
Pan Tomasz Terlikowski, jak przeczytałam - zrezygnował z agresywnego tonu i modli się o nawrócenie uczestników parady. To już dobry krok naprzód. Ja modlę się o uznanie w społeczeństwie i w Kościele dobra, jakim są wierne związki osób homoseksualnych czy transpłciowych. Chcę się modlić wspólnie, i taka grupa niedługo w Polsce powstanie.
Pozdrawiam wszystkie Myszeczki!
niedziela, 11 lipca 2010
o wierności
Po Marszu Równości w Krakowie otrzymałam maila od pewnego Człowieka. Napisał, żeby nie przesadzać z tą wiernością - rozumianą jako wyłączność seksu w związku dwóch osób. Że nie każdy ma do niej predyspozycje. Że ludzie mogą być równie szczęśliwi bez tej wyłączności, pod warunkiem uczciwego informowania partnera oraz przestrzegania zasad bezpiecznego seksu. ........
Rozmyślałam długo, długo. Mój nastrój obniżył się o kilka istotnych punktów skali... Głównie dlatego, że bardzo lubię i cenię Autora listu. Jest to wysokiej klasy intelektualista, człowiek dobrego serca.
Czy te opowieści o wierności to tylko skutek represyjnej moralności judeochrześcijańskiej? Czy należy ludzi z tego wyzwolić, aby byli szczęśliwsi? Myślę, że trzeba wybierać z licznych przepisów to, co pozostaje wartościowe. Przecież nie zrezygnowaliśmy z zasad higieny, mimo że dużo napisano o nich w Talmudzie...
No cóż... Znam po prostu ludzi, którzy marzą o wiernym związku, ale ciągle im się nie udaje.
Może ci, którzy są szczęśliwi - w różnych modelach związków, zechcą podzielić się swoimi doświadczeniami? W listach lub na spotkaniach?
Wiemy, że nie ma reguł, każdy człowiek, a tym bardziej każdy związek dwojga ludzi jest innym kosmosem.
Jednak słuchając, jakie zasady działają u innych, można czasem znaleźć coś dla siebie.
Niedługo podzielę się z Wami swoim doświadczeniem w tej materii.
Na razie wyjaśniam, skąd tak cenię sobie wierność. Otóż bardziej niż wychowanie religijne wywarł na mnie wrażenie wiersz Marii Kownackiej, przeczytany w wieku przedszkolnym.
Przeczytajcie go również, a jeśli macie dzieci - własne lub inne bliskie, to koniecznie zapoznajcie je z nim! Będą kiedyś szczęśliwsze... Oto on:
Stary zielony miś
Zbych ma misia.
Ooo, od dawna, nie od dziś, jest u Zbycha już ten miś. Ten misio
jest taki stary, że we wszystkich szwach ma szpary, z tych szpar
prószą się trociny; grzbiet i pyszczek ma wytarty, miś po prostu - nic
nie warty! No, a jeszcze oprócz tego jest koloru zielonego!
- Co? Kto słyszał? Miś zielony - to po prostu śmiech szalony!
Dlaczego miś był był zielony, o tym nikt nie wiedział. Zbych
nikomu nie powiedział. Ale wam, jeżeli chcecie - powiemy w wielkim
sekrecie.
Kiedy mamusia ze Zbyszkiem pojechała do Warszawy, Zbyszek nic a
nic nie miał wtedy do zabawy. I mamusia dla Zbysia uszyła śmiesznego
misia z tego zielonego pluszu, co go kawałek od starego fotelika
zostało.
I tak żyli Zbyś i miś w tej przyjaźni aż do dziś.
Aż tu dzisiaj wielkie święto! Urodziny dziś Zbigniewa. Dostanie on
w podarku coś, czego się nie spodziewa!
Zbudził się Zbyszek o świcie, przy łóżeczku jest stoliczek -
bielusieńki i przybrany w narcyzy i tulipany. Na stoliczku - patrzy
Zbyś, siedzi śliczny, nowy miś. Od łapeczek aż do uszu calutki z
białego pluszu, oczy lśniące, mina harda, złoty dzwonek i kokarda.
Bierze misia Zbych nieśmiało. Miś to piękny, jakich mało!
Biegną siostry, mama, tata:
- Żyj nam, Zbysiu, długie lata!
Kasia woła:
- Już od dzisiaj będziesz miał nowego misia!
Bawiły się dzieci ślicznie nowym misiem do wieczora. Było milo i
wesoło, aż wreszcie spać przyszła pora. Trzeba iść do łóżka. Uściskała
mama Zbysia, położyła przy min misia, wyszła na paluszkach.
Spogląda Zbych na misia - ten się rozparł z miną hardą, z złotym
dzwonkiem i kokardą, nastawił pluszowe uszy, oczy w sufit wybałuszył.
Wyjrzał Zbych z łóżeczka, a tam siedzi w kąt wtulony jego stary
miś zielony, zabiedzony nieboraczek, nos wparł w ziemię, pewno płacze.
Skoczył Zbych, nie myśląc wiele:
- Chodź, my starzy przyjaciele!
Kiedy mamusia zajrzała do dzieci - nowy, wspaniały miś spał na
taborecie, a do Zbyszka przytulony chrapał stary miś zielony!
Rozmyślałam długo, długo. Mój nastrój obniżył się o kilka istotnych punktów skali... Głównie dlatego, że bardzo lubię i cenię Autora listu. Jest to wysokiej klasy intelektualista, człowiek dobrego serca.
Czy te opowieści o wierności to tylko skutek represyjnej moralności judeochrześcijańskiej? Czy należy ludzi z tego wyzwolić, aby byli szczęśliwsi? Myślę, że trzeba wybierać z licznych przepisów to, co pozostaje wartościowe. Przecież nie zrezygnowaliśmy z zasad higieny, mimo że dużo napisano o nich w Talmudzie...
No cóż... Znam po prostu ludzi, którzy marzą o wiernym związku, ale ciągle im się nie udaje.
Może ci, którzy są szczęśliwi - w różnych modelach związków, zechcą podzielić się swoimi doświadczeniami? W listach lub na spotkaniach?
Wiemy, że nie ma reguł, każdy człowiek, a tym bardziej każdy związek dwojga ludzi jest innym kosmosem.
Jednak słuchając, jakie zasady działają u innych, można czasem znaleźć coś dla siebie.
Niedługo podzielę się z Wami swoim doświadczeniem w tej materii.
Na razie wyjaśniam, skąd tak cenię sobie wierność. Otóż bardziej niż wychowanie religijne wywarł na mnie wrażenie wiersz Marii Kownackiej, przeczytany w wieku przedszkolnym.
Przeczytajcie go również, a jeśli macie dzieci - własne lub inne bliskie, to koniecznie zapoznajcie je z nim! Będą kiedyś szczęśliwsze... Oto on:
Stary zielony miś
Zbych ma misia.
Ooo, od dawna, nie od dziś, jest u Zbycha już ten miś. Ten misio
jest taki stary, że we wszystkich szwach ma szpary, z tych szpar
prószą się trociny; grzbiet i pyszczek ma wytarty, miś po prostu - nic
nie warty! No, a jeszcze oprócz tego jest koloru zielonego!
- Co? Kto słyszał? Miś zielony - to po prostu śmiech szalony!
Dlaczego miś był był zielony, o tym nikt nie wiedział. Zbych
nikomu nie powiedział. Ale wam, jeżeli chcecie - powiemy w wielkim
sekrecie.
Kiedy mamusia ze Zbyszkiem pojechała do Warszawy, Zbyszek nic a
nic nie miał wtedy do zabawy. I mamusia dla Zbysia uszyła śmiesznego
misia z tego zielonego pluszu, co go kawałek od starego fotelika
zostało.
I tak żyli Zbyś i miś w tej przyjaźni aż do dziś.
Aż tu dzisiaj wielkie święto! Urodziny dziś Zbigniewa. Dostanie on
w podarku coś, czego się nie spodziewa!
Zbudził się Zbyszek o świcie, przy łóżeczku jest stoliczek -
bielusieńki i przybrany w narcyzy i tulipany. Na stoliczku - patrzy
Zbyś, siedzi śliczny, nowy miś. Od łapeczek aż do uszu calutki z
białego pluszu, oczy lśniące, mina harda, złoty dzwonek i kokarda.
Bierze misia Zbych nieśmiało. Miś to piękny, jakich mało!
Biegną siostry, mama, tata:
- Żyj nam, Zbysiu, długie lata!
Kasia woła:
- Już od dzisiaj będziesz miał nowego misia!
Bawiły się dzieci ślicznie nowym misiem do wieczora. Było milo i
wesoło, aż wreszcie spać przyszła pora. Trzeba iść do łóżka. Uściskała
mama Zbysia, położyła przy min misia, wyszła na paluszkach.
Spogląda Zbych na misia - ten się rozparł z miną hardą, z złotym
dzwonkiem i kokardą, nastawił pluszowe uszy, oczy w sufit wybałuszył.
Wyjrzał Zbych z łóżeczka, a tam siedzi w kąt wtulony jego stary
miś zielony, zabiedzony nieboraczek, nos wparł w ziemię, pewno płacze.
Skoczył Zbych, nie myśląc wiele:
- Chodź, my starzy przyjaciele!
Kiedy mamusia zajrzała do dzieci - nowy, wspaniały miś spał na
taborecie, a do Zbyszka przytulony chrapał stary miś zielony!
sobota, 5 czerwca 2010
List do ludzi LGBT
Witajcie!
Jestem kobietą, rocznik 1961. Używam pseudonimu dr Mouse . Mam męża i troje dzieci, tak więc można by mnie zaliczyć do ludzi heteroseksualnych (chociaż przyznaję się do fragmentów dwóch liter ze skrótu LGBT).
Z zawodu jestem lekarzem medycyny. Jestem osobą wierzącą i należę do Kościoła katolickiego (Kk) z własnego głębokiego przekonania.
Byłam w tym roku (2010) na Marszu Równości w Krakowie. Niosłam z koleżanką transparent z napisem „Miłość i wierność zawsze te same”. Około dwa lata temu przemyślałam temat homoseksualności i transpłciowości. Dotarło do mnie wówczas, jak bardzo nie zgadzam się w tej kwestii z nauką moralną Kk. Uważam, że wierne związki jednopłciowe nie tylko nie czynią krzywdy tradycyjnej rodzinie, ale wręcz przynoszą jej korzyści.
Powody są następujące:
1) unikanie obłudy
2) unikanie sytuacji, kiedy ludzie homoseksualni pod presją zawierają związki z osobami płci przeciwnej.
3) radość ze szczęścia innych
W oczekiwaniu na czasy, gdy Kk zmieni zdanie (nie wiemy, kiedy to nastąpi), odczuwam potrzebę stworzenia grup wsparcia dla ludzi LGBT, którzy czują konflikt moralny między potrzebą życia w związku jednopłciowym a przynależnością do Kościoła. Radzę takim osobom, aby żyły w stałym związku i pozostały w Kościele. Uważam, że Kk nie powinien odmawiać im prawa przyjmowania Komunii świętej. Jeśli ktoś chce jednak kierować się obecnymi wytycznymi, to z pewnością można przyjmować ją przynajmniej „duchowo”, mając poczucie, że żyje się zgodnie z sumieniem, sercem i rozumem.
Grupy wsparcia, o których mówię, polegałyby na spotkaniach, edukacji, dyskusji, modlitwie. Powinny istnieć w różnych punktach kraju i pełnić rolę podobną do duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych. Z konieczności byłyby oparte głównie na doradztwie osób świeckich (ludzi LGBT i przyjaznych heteroseksualnych), gdyż duchowni za taką działalność są natychmiast silnie represjonowani.
Ważne jest pisanie listów do hierarchów Kk: zarówno apelujących o zmianę zdania i podających istotne argumenty, jak i wyrażających dezaprobatę względem niedopuszczalnych wypowiedzi. Przykłady takich wypowiedzi: ks. Jan Dyduch , Wielkanoc 2010 - wymienianie homoseksualności na równi z aborcją i eutanazją jako przyczyny zła w świecie; papież Benedykt XVI – porównanie „ratowania” ludzkości przed homoseksualnością do ratowania lasów tropikalnych.
List do księdza rektora Jana Dyducha już wysłałam. Można go można przeczytać na moim blogu. Odpowiedzi nie otrzymałam.
Istotna byłaby współpraca i kontakt z organizacjami religijnymi przyjaznymi związkom jednopłciowym, które działają w innych krajach (Dignity, New Ways Ministry itp.)
Kolejne zadanie to czytanie, analizowanie i rozpowszechnianie wartościowej literatury dotyczącej tematu.
Drugi temat, o którym myślę, to grupy wzajemnej pomocy i wymiany myśli dla ludzi LGBT, również niewierzących, pod hasłem „jak tworzyć szczęśliwy związek?”.
Chodziłoby o spotkania ludzi młodych oraz starszych; szukających partnera lub partnerki, oraz takich, którzy w udanych związkach już żyją i chcieliby się podzielić się swoimi doświadczeniami. Myślę, że tego typu warsztaty organizowane z pewną regularnością lub na zgłoszone zapotrzebowanie mogłyby być cennym uzupełnieniem pomocy profesjonalnej, świadczonej przez psychologów.
Osoby zainteresowane proszę o kontakt. Odsyłam również na mój blog, gdzie dokładniej wyjaśniam swoje poglądy: http://doctor-mouse.blogspot.com/
Jestem kobietą, rocznik 1961. Używam pseudonimu dr Mouse . Mam męża i troje dzieci, tak więc można by mnie zaliczyć do ludzi heteroseksualnych (chociaż przyznaję się do fragmentów dwóch liter ze skrótu LGBT).
Z zawodu jestem lekarzem medycyny. Jestem osobą wierzącą i należę do Kościoła katolickiego (Kk) z własnego głębokiego przekonania.
Byłam w tym roku (2010) na Marszu Równości w Krakowie. Niosłam z koleżanką transparent z napisem „Miłość i wierność zawsze te same”. Około dwa lata temu przemyślałam temat homoseksualności i transpłciowości. Dotarło do mnie wówczas, jak bardzo nie zgadzam się w tej kwestii z nauką moralną Kk. Uważam, że wierne związki jednopłciowe nie tylko nie czynią krzywdy tradycyjnej rodzinie, ale wręcz przynoszą jej korzyści.
Powody są następujące:
1) unikanie obłudy
2) unikanie sytuacji, kiedy ludzie homoseksualni pod presją zawierają związki z osobami płci przeciwnej.
3) radość ze szczęścia innych
W oczekiwaniu na czasy, gdy Kk zmieni zdanie (nie wiemy, kiedy to nastąpi), odczuwam potrzebę stworzenia grup wsparcia dla ludzi LGBT, którzy czują konflikt moralny między potrzebą życia w związku jednopłciowym a przynależnością do Kościoła. Radzę takim osobom, aby żyły w stałym związku i pozostały w Kościele. Uważam, że Kk nie powinien odmawiać im prawa przyjmowania Komunii świętej. Jeśli ktoś chce jednak kierować się obecnymi wytycznymi, to z pewnością można przyjmować ją przynajmniej „duchowo”, mając poczucie, że żyje się zgodnie z sumieniem, sercem i rozumem.
Grupy wsparcia, o których mówię, polegałyby na spotkaniach, edukacji, dyskusji, modlitwie. Powinny istnieć w różnych punktach kraju i pełnić rolę podobną do duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych. Z konieczności byłyby oparte głównie na doradztwie osób świeckich (ludzi LGBT i przyjaznych heteroseksualnych), gdyż duchowni za taką działalność są natychmiast silnie represjonowani.
Ważne jest pisanie listów do hierarchów Kk: zarówno apelujących o zmianę zdania i podających istotne argumenty, jak i wyrażających dezaprobatę względem niedopuszczalnych wypowiedzi. Przykłady takich wypowiedzi: ks. Jan Dyduch , Wielkanoc 2010 - wymienianie homoseksualności na równi z aborcją i eutanazją jako przyczyny zła w świecie; papież Benedykt XVI – porównanie „ratowania” ludzkości przed homoseksualnością do ratowania lasów tropikalnych.
List do księdza rektora Jana Dyducha już wysłałam. Można go można przeczytać na moim blogu. Odpowiedzi nie otrzymałam.
Istotna byłaby współpraca i kontakt z organizacjami religijnymi przyjaznymi związkom jednopłciowym, które działają w innych krajach (Dignity, New Ways Ministry itp.)
Kolejne zadanie to czytanie, analizowanie i rozpowszechnianie wartościowej literatury dotyczącej tematu.
Drugi temat, o którym myślę, to grupy wzajemnej pomocy i wymiany myśli dla ludzi LGBT, również niewierzących, pod hasłem „jak tworzyć szczęśliwy związek?”.
Chodziłoby o spotkania ludzi młodych oraz starszych; szukających partnera lub partnerki, oraz takich, którzy w udanych związkach już żyją i chcieliby się podzielić się swoimi doświadczeniami. Myślę, że tego typu warsztaty organizowane z pewną regularnością lub na zgłoszone zapotrzebowanie mogłyby być cennym uzupełnieniem pomocy profesjonalnej, świadczonej przez psychologów.
Osoby zainteresowane proszę o kontakt. Odsyłam również na mój blog, gdzie dokładniej wyjaśniam swoje poglądy: http://doctor-mouse.blogspot.com/
poniedziałek, 24 maja 2010
Po marszu równości w Krakowie
W sobotę 15 maja wzięłam udział w Marszu Równości w Krakowie.Był wesoły, kolorowy, nie było "golasów na platformach" jak to się zdarza na dużych gay pride na świecie. Niosłyśmy z koleżanką transparent z napisem "Miłość i wierność zawsze te same". Bardzo dziękuję Brygidko, za Twoją postawę i chęć poprawy świata.
W marszu brali udział także ateiści, których szanuję, ale oczywiście nie utożsamiam się z nimi. Nieśli transparent z zębatą rybą, podpisany "Polak katolik". Niestety, jest w tym trochę prawdy. Już na trasie można było widzieć i słyszeć te "zębate ryby" - zwykle młodych chłopców, wykrzykujących pełne nienawiści hasła, gotowych do agresji fizycznej. Wszystko to spowodowane fałszywym strachem przed ludźmi odmiennej orientacji seksualnej lub odmiennym poczuciu tożsamości płciowej. Strach napędzany przez liczne osoby, organizacje, także przez część ludzi Kościoła Rzymsko Katolickiego. (Zboczeńcy! Zniszczą Kościół, tradycyjną rodzinę, zdemoralizują dzieci!)
Ileż czasu, ile cierpliwości trzeba aby to wszystko wyjaśnić? Ze problemem nie jest czyjaś orientacja, tylko ewentualna rozwiązłość, występująca dziś powszechnie. Że największą pomocą byłoby uznanie związków jednopłciowych prawnie oraz w Kościele, aby propagować właśnie moralny i odpowiedzialny model życia.
Czytuję czasami świadectwa ludzi, którzy poddali się "terapii" reorientacji, zalecanej przez Kościół. Wielu z nich wygląda na autentycznie zadowolonych, chociaż z ich wypowiedzi odczytuję, że tan naprawdę się nie "wyleczyli". Żyją nadzieją że są na dobrej drodze, próbują kontaktów różnego typu z osobami płci przeciwnej. Ciągle jednak przewija się wątek nawracających pragnień homoseksualnych. Według mnie "wyleczenie" jest możliwe tylko u osób, które są homoseksualne pozornie lub w niewielkim stopniu. Natomiast zadowolenie wyżej wspomnianych wynika z faktu, że ktoś pomógł im wyjść z uzależnienia od seksu. Ideałem byłaby taka właśnie forma pomocy, ale bez prób zmiany orientacji. Wówczas każdy mógłby być sobą, a szansa założenia szczęśliwego związku wzrosłaby znacznie.
Seks, jakkolwiek ważny, musi być pod kontrolą i na drugim miejscu po uczuciu miłości bezinteresownej. Dlatego też uważam, że idea powstrzymania się od seksu z drugą osobą aż do zawarcia małżeństwa/trwałego związku - jest słuszna psychologicznie i godna polecenia również osobom niewierzącym. Jest to po prostu wyrażenie czynem następującej idei: Jesteś dla mnie ważniejszy/a niż przyjemność, której możesz mi dostarczyć. Kocham cię i zamierzam kochać zawsze, także jeżeli nasza przyszła relacja seksualna nie będzie najwyższych lotów; również kiedy zachorujesz i seks nie będzie możliwy. Idealizm? Nie! Jedyna możliwa recepta na prawdziwe szczęście we dwoje!
Pięknie pisze o tym Pan Sławomir Kuleta w swojej książce "Inne spojrzenie" str 230,231.
Bardzo się cieszę, że wydał tę książkę. Chciałabym, aby była szerzej dostępna.
Chciałabym spotkać więcej takich ludzi i wspólnie budować "Cywilizację miłości bez lęków".
Na razie wiem, że jestem między "młotem a kowadłem", między licznymi ludźmi którzy wolą rozwiązłość, a Kościołem, który ma inne zdanie niż ja. Jednocześnie jestem w Kościele i wiem,że muszę o tym wszystkim głośno mówić. Taka moja rola, odczytana w sumieniu. Boże, wspomagaj i prowadź.
W marszu brali udział także ateiści, których szanuję, ale oczywiście nie utożsamiam się z nimi. Nieśli transparent z zębatą rybą, podpisany "Polak katolik". Niestety, jest w tym trochę prawdy. Już na trasie można było widzieć i słyszeć te "zębate ryby" - zwykle młodych chłopców, wykrzykujących pełne nienawiści hasła, gotowych do agresji fizycznej. Wszystko to spowodowane fałszywym strachem przed ludźmi odmiennej orientacji seksualnej lub odmiennym poczuciu tożsamości płciowej. Strach napędzany przez liczne osoby, organizacje, także przez część ludzi Kościoła Rzymsko Katolickiego. (Zboczeńcy! Zniszczą Kościół, tradycyjną rodzinę, zdemoralizują dzieci!)
Ileż czasu, ile cierpliwości trzeba aby to wszystko wyjaśnić? Ze problemem nie jest czyjaś orientacja, tylko ewentualna rozwiązłość, występująca dziś powszechnie. Że największą pomocą byłoby uznanie związków jednopłciowych prawnie oraz w Kościele, aby propagować właśnie moralny i odpowiedzialny model życia.
Czytuję czasami świadectwa ludzi, którzy poddali się "terapii" reorientacji, zalecanej przez Kościół. Wielu z nich wygląda na autentycznie zadowolonych, chociaż z ich wypowiedzi odczytuję, że tan naprawdę się nie "wyleczyli". Żyją nadzieją że są na dobrej drodze, próbują kontaktów różnego typu z osobami płci przeciwnej. Ciągle jednak przewija się wątek nawracających pragnień homoseksualnych. Według mnie "wyleczenie" jest możliwe tylko u osób, które są homoseksualne pozornie lub w niewielkim stopniu. Natomiast zadowolenie wyżej wspomnianych wynika z faktu, że ktoś pomógł im wyjść z uzależnienia od seksu. Ideałem byłaby taka właśnie forma pomocy, ale bez prób zmiany orientacji. Wówczas każdy mógłby być sobą, a szansa założenia szczęśliwego związku wzrosłaby znacznie.
Seks, jakkolwiek ważny, musi być pod kontrolą i na drugim miejscu po uczuciu miłości bezinteresownej. Dlatego też uważam, że idea powstrzymania się od seksu z drugą osobą aż do zawarcia małżeństwa/trwałego związku - jest słuszna psychologicznie i godna polecenia również osobom niewierzącym. Jest to po prostu wyrażenie czynem następującej idei: Jesteś dla mnie ważniejszy/a niż przyjemność, której możesz mi dostarczyć. Kocham cię i zamierzam kochać zawsze, także jeżeli nasza przyszła relacja seksualna nie będzie najwyższych lotów; również kiedy zachorujesz i seks nie będzie możliwy. Idealizm? Nie! Jedyna możliwa recepta na prawdziwe szczęście we dwoje!
Pięknie pisze o tym Pan Sławomir Kuleta w swojej książce "Inne spojrzenie" str 230,231.
Bardzo się cieszę, że wydał tę książkę. Chciałabym, aby była szerzej dostępna.
Chciałabym spotkać więcej takich ludzi i wspólnie budować "Cywilizację miłości bez lęków".
Na razie wiem, że jestem między "młotem a kowadłem", między licznymi ludźmi którzy wolą rozwiązłość, a Kościołem, który ma inne zdanie niż ja. Jednocześnie jestem w Kościele i wiem,że muszę o tym wszystkim głośno mówić. Taka moja rola, odczytana w sumieniu. Boże, wspomagaj i prowadź.
Apel do papieża
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6095257,Benedykt_XVI__chronmy_lasy_deszczowe__ale_takze_czlowieka.html
Mam spóźniony refleks. Ten tekst o konieczności ochrony ludzkości przed homoseksualizmem i transseksualizmem (podobnie jak chroni się lasy tropikalne przed wyginięciem) papież Benedykt XVI wygłosił na Boże Narodzenie 2008.
Każdy las, aby dobrze funkcjonował musi składać się z wielu gatunków drzew i roślin, które żyją obok siebie. Lasy monokulturowe okazały się nieodporne na inwazje chorób, szkodników i warunków klimatycznych.
Osoby LGBT nie są szkodliwe ani nie zaburzają równowagi w ludzkim ekosystemie. Jest ich procentowo na tyle niedużo, że z pewnością nie zagrażają ludzkości wymarciem.
Tradycyjne rodziny poprzez życzliwe otwarcie na obecność takich osób zapewniają dzieciom prawidłowe wychowanie. Zmniejsza to występowanie agresji i aktów przemocy, a młodzieży wszystkich orientacji pozwala dorastać w przyjaznych warunkach.
Mamy inne prawdziwe problemy warte rozwiązywania. Są to powszechnie występujące trudności z założeniem i utrzymaniem mądrego, wiernego związku. Wymaga to po prostu psychologicznych umiejętności. Niektórzy posiadają je niejako w sposób naturalny (szczęśliwcy!) zaś inni muszą się tego nauczyć. Tą pomoc w najszerszym zakresie trzeba ludziom organizować.
Chciałabym wysłać z Polski apel do Papieża Benedykta XVI - o zmianę stanowiska Kościoła Katolickiego w sprawie osób LGTB. Cytowana wypowiedź mogła, niestety przyczynić się do aktów przemocy. Nie miała ona nic wspólnego nawet z treścią obecnego Katechizmu KK, który zaleca traktować osoby homoseksualne z delikatnością i współczuciem (choć oczywiście, zamiast współczucia potrzebne jest normalne traktowanie).
Kto chciałby się podpisać pod takim apelem? (Styl można oczywiście nieco zmodyfikować) Proszę o kontakt!
Mam spóźniony refleks. Ten tekst o konieczności ochrony ludzkości przed homoseksualizmem i transseksualizmem (podobnie jak chroni się lasy tropikalne przed wyginięciem) papież Benedykt XVI wygłosił na Boże Narodzenie 2008.
Każdy las, aby dobrze funkcjonował musi składać się z wielu gatunków drzew i roślin, które żyją obok siebie. Lasy monokulturowe okazały się nieodporne na inwazje chorób, szkodników i warunków klimatycznych.
Osoby LGBT nie są szkodliwe ani nie zaburzają równowagi w ludzkim ekosystemie. Jest ich procentowo na tyle niedużo, że z pewnością nie zagrażają ludzkości wymarciem.
Tradycyjne rodziny poprzez życzliwe otwarcie na obecność takich osób zapewniają dzieciom prawidłowe wychowanie. Zmniejsza to występowanie agresji i aktów przemocy, a młodzieży wszystkich orientacji pozwala dorastać w przyjaznych warunkach.
Mamy inne prawdziwe problemy warte rozwiązywania. Są to powszechnie występujące trudności z założeniem i utrzymaniem mądrego, wiernego związku. Wymaga to po prostu psychologicznych umiejętności. Niektórzy posiadają je niejako w sposób naturalny (szczęśliwcy!) zaś inni muszą się tego nauczyć. Tą pomoc w najszerszym zakresie trzeba ludziom organizować.
Chciałabym wysłać z Polski apel do Papieża Benedykta XVI - o zmianę stanowiska Kościoła Katolickiego w sprawie osób LGTB. Cytowana wypowiedź mogła, niestety przyczynić się do aktów przemocy. Nie miała ona nic wspólnego nawet z treścią obecnego Katechizmu KK, który zaleca traktować osoby homoseksualne z delikatnością i współczuciem (choć oczywiście, zamiast współczucia potrzebne jest normalne traktowanie).
Kto chciałby się podpisać pod takim apelem? (Styl można oczywiście nieco zmodyfikować) Proszę o kontakt!
Odpowiedź Przyjaciela
Nazywam ś.p.ojca Antoniego de Mello swoim przyjacielem. Bardzo go lubię, mam nadzieję że nie ma mi za złe tej poufałości. Zna teraz przecież prawdziwą Miłość.
Przed dwoma dniami zadałam sobie pytanie, co sądziłby na temat tzw pozytywnego myślenia?
Dziś czytając jego książkę "Wezwanie do miłości" znalazłam odpowiedź.
Oto ona: (z rozdziału "Zobaczyć siebie i innych")
"Najwspanialszym aktem miłości, jakiego możesz dokonać, nie jest służba, lecz kontemplacja, widzenie. Ta myśl otrzeźwia. Gdy służysz ludziom, to pomagasz, podtrzymujesz,pocieszasz,przynosisz ulgę w bólu. Gdy widzisz ich w ich wewnętrznym pięknie i dobroci, to przekształcasz i tworzysz."
Wyjaśnienie: Antoni de Mello - nieżyjący już Jezuita hinduskiego pochodzenia, autor wielu książek o duchowości, między innymi słynnego "Przebudzenia". Jego książki straciły "imprimatur" czyli pozwolenie na wydawanie przez władze kościelne. Decyzję taką wydał kardynał J. Ratzinger jako prefekt Kongregacji do Spraw Wiary. Jakkolwiek cenię jego osobę, bardzo żałuję, że tak postąpił.
Przed dwoma dniami zadałam sobie pytanie, co sądziłby na temat tzw pozytywnego myślenia?
Dziś czytając jego książkę "Wezwanie do miłości" znalazłam odpowiedź.
Oto ona: (z rozdziału "Zobaczyć siebie i innych")
"Najwspanialszym aktem miłości, jakiego możesz dokonać, nie jest służba, lecz kontemplacja, widzenie. Ta myśl otrzeźwia. Gdy służysz ludziom, to pomagasz, podtrzymujesz,pocieszasz,przynosisz ulgę w bólu. Gdy widzisz ich w ich wewnętrznym pięknie i dobroci, to przekształcasz i tworzysz."
Wyjaśnienie: Antoni de Mello - nieżyjący już Jezuita hinduskiego pochodzenia, autor wielu książek o duchowości, między innymi słynnego "Przebudzenia". Jego książki straciły "imprimatur" czyli pozwolenie na wydawanie przez władze kościelne. Decyzję taką wydał kardynał J. Ratzinger jako prefekt Kongregacji do Spraw Wiary. Jakkolwiek cenię jego osobę, bardzo żałuję, że tak postąpił.
Dzieci księży
Celibat jest sprawą kontrowersyjną. Z pewnością jest to bardzo wartościowa duchowo postawa życiowa dla wybranych ludzi i wielu księży dochowało w ciągu życia wierności złożonemu przyrzeczeniu. Wielu w tej postawie wspaniale służy ludziom i dzięki niej było i jest gotowych do ofiary nawet z własnego życia. Mamy przykłady licznych świętych i bohaterów, wielu żyje w cichości i emanuje Bożą łaską i dobrocią.
Nie jest jednak tajemnicą że wielu księży nie było w stanie tego przyrzeczenia dochować. Rodzi to oczywiste pytanie- czy celibat jest nadal aż tak ważny, że należy go zachować w dotychczasowej formie?
Czy może zalecać go nadal ludziom, którzy chcą się podjąć takiego życia, ale nie czynić warunkiem koniecznym do święceń kapłańskich?
Gdyby wybierać kandydatów do kapłaństwa również spośród osób żonatych, kobiet, zamężnych- czyż wybór ten nie byłby znacznie szerszy, z pożytkiem dla ludzi?
Sprawa otwarta. Ja jestem za powyższymi propozycjami.
Sprawa pilna do załatwienia od zaraz: dzieci księży są w dzisiejszych czasach dyskryminowane.
Szczęśliwie uporaliśmy się już z problemem dzieci nieślubnych lub z małżeństw rozwiedzionych. Nikt rozsądny nie zaleca świadomego tworzenia podobnych sytuacji, ale przyjmujemy je do wiadomości jako fakty. Od dawna ogół społeczeństwa traktuje takie dzieci normalnie i życzliwie, praktycznie nie spotykają się z dyskryminacją.
Tymczasem dzieci księży również zasługują na takie traktowanie. Powinny mieć normalny dostęp do swojego ojca (także w sytuacji gdy nie porzuca on kapłaństwa i nie żeni się). Dziecko księdza ma prawo nazywać go ojcem, pokazywać się z nim publicznie, spędzać wspólnie czas i nie wstydzić się tego. Taką atmosferę powinniśmy zapewnić my- zwykli ludzie, a przede wszystkim Chrześcijanie. Ojciec- ksiądz powinien w sposób oczywisty brać udział w wychowaniu i utrzymaniu swojego nieślubnego dziecka.
Udawanie, że takich dzieci nie ma jest obłudą przynoszącą ludziom wiele szkód psychicznych.
Ludzie odchodzą od Kościoła z powodu kłamstwa jego członków. Ludzie potrafią wybaczać grzechy i słabości, ale nie kłamstwo - tym- którzy mienią się depozytariuszami prawdy.
Jestem członkiem Kościoła i zależy mi na nim, gdyż widzę jakie skarby przechowuje.
Dlatego kruszmy wspólnie skorupę obłudy.
Nie jest jednak tajemnicą że wielu księży nie było w stanie tego przyrzeczenia dochować. Rodzi to oczywiste pytanie- czy celibat jest nadal aż tak ważny, że należy go zachować w dotychczasowej formie?
Czy może zalecać go nadal ludziom, którzy chcą się podjąć takiego życia, ale nie czynić warunkiem koniecznym do święceń kapłańskich?
Gdyby wybierać kandydatów do kapłaństwa również spośród osób żonatych, kobiet, zamężnych- czyż wybór ten nie byłby znacznie szerszy, z pożytkiem dla ludzi?
Sprawa otwarta. Ja jestem za powyższymi propozycjami.
Sprawa pilna do załatwienia od zaraz: dzieci księży są w dzisiejszych czasach dyskryminowane.
Szczęśliwie uporaliśmy się już z problemem dzieci nieślubnych lub z małżeństw rozwiedzionych. Nikt rozsądny nie zaleca świadomego tworzenia podobnych sytuacji, ale przyjmujemy je do wiadomości jako fakty. Od dawna ogół społeczeństwa traktuje takie dzieci normalnie i życzliwie, praktycznie nie spotykają się z dyskryminacją.
Tymczasem dzieci księży również zasługują na takie traktowanie. Powinny mieć normalny dostęp do swojego ojca (także w sytuacji gdy nie porzuca on kapłaństwa i nie żeni się). Dziecko księdza ma prawo nazywać go ojcem, pokazywać się z nim publicznie, spędzać wspólnie czas i nie wstydzić się tego. Taką atmosferę powinniśmy zapewnić my- zwykli ludzie, a przede wszystkim Chrześcijanie. Ojciec- ksiądz powinien w sposób oczywisty brać udział w wychowaniu i utrzymaniu swojego nieślubnego dziecka.
Udawanie, że takich dzieci nie ma jest obłudą przynoszącą ludziom wiele szkód psychicznych.
Ludzie odchodzą od Kościoła z powodu kłamstwa jego członków. Ludzie potrafią wybaczać grzechy i słabości, ale nie kłamstwo - tym- którzy mienią się depozytariuszami prawdy.
Jestem członkiem Kościoła i zależy mi na nim, gdyż widzę jakie skarby przechowuje.
Dlatego kruszmy wspólnie skorupę obłudy.
List do księdza profesora Jana Dyducha
Aborcja, eutanazja, homoseksualizm są złem, grzechem, dlatego żaden trybunał, żaden sąd, nie ma prawa tego usprawiedliwiać – pisze ks. prof. Jan Dyduch, rektor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Jego list został odczytany w świątyniach archidiecezji krakowskiej w drugi dzień świąt wielkanocnych 2010 roku
http://info.wiara.pl/doc/487896.List-rektora-Uniwersytetu-Papieskiego
Mój list w odpowiedzi - wysłany dnia 06.05.2010
Jego Magnificencja
ks.prof.dr hab. Jan Maciej Dyduch
Rektor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie
Nazywam się (moje imię i nazwisko). Jestem katoliczką, osobą wierzącą i praktykującą, z zawodu lekarzem medycyny.
Żyję 25 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, mam troje dzieci.
Z bólem i smutkiem przyjęłam fragmenty listu Księdza Rektora na Wielkanoc 2010.
Wymienianie homoseksualizmu jako zła, jednym tchem z aborcją i eutanazją, jest udzieleniem poparcia dyskryminacji i przemocy.
Aborcja i eutanazja to grzechy przeciwko ludzkiemu życiu, zaś homoseksualizm to jedna z kilku orientacji seksualnych , skreślona już dawno z listy chorób przez kompetentne towarzystwa naukowe lekarskie i psychologiczne.
Związki homoseksualne nie są zagrożeniem dla tradycyjnej rodziny. Wręcz przeciwnie, ich legalizacja pomogłaby wychowywać dzieci w odpowiedniej atmosferze akceptacji ludzi o różnych cechach biologicznych. Osoby homoseksualne nie podejmowałyby desperackich prób zawierania małżeństw z partnerami płci przeciwnej, co zazwyczaj kończy się rozpadem rodziny.
Zmiana orientacji nie jest możliwa u ludzi zdecydowanie homoseksualnych. Próby "terapii" kończą się dla wielu z nich ciężką depresją a nawet samobójstwem.
Wymaganie życia w samotności również nie jest dla większości do udźwignięcia. Tylko niektórzy mają powołanie do celibatu.
Wierny związek dwóch osób tej samej płci jest źródłem miłości dla nich i szerszego otoczenia.
Znamy również przykłady innych wartościowych związków, z natury lub z wyboru niepłodnych - ludzi starych, kalekich czy z poważnymi chorobami.
Ludzie homoseksualni stanowią kilka procent społeczeństwa, tak więc ich istnienie nie grozi "wymarciem narodu".
Wracając do wypowiedzi Księdza Rektora - może ona potęgować agresywne nastawienie części społeczeństwa (niestety, także wierzącego), co daje efekty w postaci wykluczenia oraz przemocy psychicznej lub fizycznej. Są to częste doświadczenia ludzi homoseksualnych i transseksualnych - również w Polsce w dzisiejszych czasach.
Bardzo smutny jest fakt, że niektórzy duchowni nie kierują się nawet treścią Katechizmu Kościoła Katolickiego, który wobec osób homoseksualnych zaleca współczucie i delikatność (chociaż traktowanie normalne byłoby znacznie lepsze od współczucia).
Podobnie niebezpieczna była wypowiedź Papieża Benedykta XVI, gdy mówił o ochronie ludzkości przed homoseksualizmem na podobieństwo ochrony lasów tropikalnych, lub Kardynała Taroisio Bertone z Chile, który powiedział że pedofilia jest powiązana z homoseksualizmem.
Troszczę się o mój Kościół i zależy mi, aby zmienił zdanie w tak ważnych sprawach.
Odwlekanie akceptacji naukowo stwierdzonych praw przyrody (jak bywało w przeszłości np z teorią ewolucji czy systemem heliocentrycznym) skutkuje osobistymi dramatami wielu ludzi.
Sumienie nakazuje mi przekazać powyższe treści.
Pozostaję z szacunkiem, szczęść Boże
http://info.wiara.pl/doc/487896.List-rektora-Uniwersytetu-Papieskiego
Mój list w odpowiedzi - wysłany dnia 06.05.2010
Jego Magnificencja
ks.prof.dr hab. Jan Maciej Dyduch
Rektor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie
Nazywam się (moje imię i nazwisko). Jestem katoliczką, osobą wierzącą i praktykującą, z zawodu lekarzem medycyny.
Żyję 25 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, mam troje dzieci.
Z bólem i smutkiem przyjęłam fragmenty listu Księdza Rektora na Wielkanoc 2010.
Wymienianie homoseksualizmu jako zła, jednym tchem z aborcją i eutanazją, jest udzieleniem poparcia dyskryminacji i przemocy.
Aborcja i eutanazja to grzechy przeciwko ludzkiemu życiu, zaś homoseksualizm to jedna z kilku orientacji seksualnych , skreślona już dawno z listy chorób przez kompetentne towarzystwa naukowe lekarskie i psychologiczne.
Związki homoseksualne nie są zagrożeniem dla tradycyjnej rodziny. Wręcz przeciwnie, ich legalizacja pomogłaby wychowywać dzieci w odpowiedniej atmosferze akceptacji ludzi o różnych cechach biologicznych. Osoby homoseksualne nie podejmowałyby desperackich prób zawierania małżeństw z partnerami płci przeciwnej, co zazwyczaj kończy się rozpadem rodziny.
Zmiana orientacji nie jest możliwa u ludzi zdecydowanie homoseksualnych. Próby "terapii" kończą się dla wielu z nich ciężką depresją a nawet samobójstwem.
Wymaganie życia w samotności również nie jest dla większości do udźwignięcia. Tylko niektórzy mają powołanie do celibatu.
Wierny związek dwóch osób tej samej płci jest źródłem miłości dla nich i szerszego otoczenia.
Znamy również przykłady innych wartościowych związków, z natury lub z wyboru niepłodnych - ludzi starych, kalekich czy z poważnymi chorobami.
Ludzie homoseksualni stanowią kilka procent społeczeństwa, tak więc ich istnienie nie grozi "wymarciem narodu".
Wracając do wypowiedzi Księdza Rektora - może ona potęgować agresywne nastawienie części społeczeństwa (niestety, także wierzącego), co daje efekty w postaci wykluczenia oraz przemocy psychicznej lub fizycznej. Są to częste doświadczenia ludzi homoseksualnych i transseksualnych - również w Polsce w dzisiejszych czasach.
Bardzo smutny jest fakt, że niektórzy duchowni nie kierują się nawet treścią Katechizmu Kościoła Katolickiego, który wobec osób homoseksualnych zaleca współczucie i delikatność (chociaż traktowanie normalne byłoby znacznie lepsze od współczucia).
Podobnie niebezpieczna była wypowiedź Papieża Benedykta XVI, gdy mówił o ochronie ludzkości przed homoseksualizmem na podobieństwo ochrony lasów tropikalnych, lub Kardynała Taroisio Bertone z Chile, który powiedział że pedofilia jest powiązana z homoseksualizmem.
Troszczę się o mój Kościół i zależy mi, aby zmienił zdanie w tak ważnych sprawach.
Odwlekanie akceptacji naukowo stwierdzonych praw przyrody (jak bywało w przeszłości np z teorią ewolucji czy systemem heliocentrycznym) skutkuje osobistymi dramatami wielu ludzi.
Sumienie nakazuje mi przekazać powyższe treści.
Pozostaję z szacunkiem, szczęść Boże
Subskrybuj:
Posty (Atom)