Przez wiele lat słuchąjąc tej Ewangelii trzęsłam się ze strachu :
No tak... Pszenica to dobrzy ludzie, a kąkol to źli, grzesznicy...
Teraz żyją wszyscy razem, a na koniec źli zostaną zniszczeni...
Każdy może się okazać zły, nic pewnego... Podobno dobre chęci nie wystarczają, piekło jest nimi wybrukowane...
Takie to katastrofalne skutki wychowawcze dała w moim przypadku rygorystyczna moralność katolicka.
17 lipca 2011 roku ponownie usłyszałam tą Ewangelię na niedzielnej Mszy św w kościele Sióstr Sercanek na ul. Garncarskiej w Krakowie.
Kazanie miał starszy ksiądz. Patrzyłam na niego nieufnie - pewnie fundamentalista, zaraz będzie grzmiał na grzeszników...
Tymczasem ksiądz nawiązał do obrazu żniw z Ewangelii, aby opowiedzieć o Bożej mądrości i cierpliwości.
O tym, jak w każdym z nas rośnie i kąkol, i pszenica.
O tym, abyśmy byli dla siebie cierpliwi, tak jak Bóg jest dla nas.
Abyśmy koncentrowali nasze wysiłki na czynieniu dobra (hodowaniu pszenicy), a nie "walce ze złem" (wyrywaniu chwastów), bo wtedy możemy tez w ferworze walki zniszczyć dobre rośliny...
Byłam pełna podziwu dla tej interpretacji.
Jak bardzo jest nam ona potrzebna !
Jak bardzo nam potrzeba uczyć się od Boga tej mądrości i cierpliwości wobec siebie nawzajem i siebie samych.
Pomyślałam jeszcze, o obecnej hodowli zboża w epoce rozwiniętej chemii.
Niejeden rolnik posypuje dziś pole herbicydami, środkami chwastobójczymi. Tak czynią też liczni "moraliści" na polu ludzkiej duszy i sumienia...
Zadają truciznę fundamentalizmu -niezgodną z indywidualną ludzką naturą. Faktycznie, chwastów nie widać. Ale gdy próbujemy pszenicę, ma ona gorzki i trujący smak. Jest dla nas szkodliwa a nie pożywna...
To jest ten fałsz, który wyczuwamy gdy kreujemy się na takich "w porządku", spełniających co do joty przepisy prawa...
Niestety, aby wyrosła dobra, ekologiczna pszenica - musi ona rosnąć w warunkach naturalnych. Nawet przy ryzyku, że wyrośnie jej mniej. Ostatecznie przy ryzyku, że chwast wygra.
Ale jeśli pracujemy nad samą pszenicą ile sił, to możemy mieć nadzieję że coś z niej - z nas - pozostanie... Choć tyle, aby Jezus miał kogo zapytać: " Czy chcesz być ze mną?" i choć tyle, aby odpowiedzieć Mu "Tak, Panie ! Do kogóż pójdziemy, jak nie do Ciebie ?"
W końcu może się okazać, że odkryjemy nowe, dotychczas nieznane zastosowanie pewnych roślin, i te które były dotąd uważane za chwasty, okażą się ważne i pożyteczne. Przyglądajmy się ekosystemom z otwartością, ciekawością i jednocześnie pokorą.
poniedziałek, 25 lipca 2011
piątek, 22 lipca 2011
Wiosna i lato tak szybko upływają :)
Sosny zielone, w waszym cieniu
odpoczywamy dziś beztrosko
bo dobro rośnie pośród ludzi
jak powój co wędruje wiosną
Przerasta uschłych krzewów pędy
i coraz nowy kwiat wydaje
gdy zrozumienie i cierpliwość
wychodzą czekać na rozstaje
Gdy każdy może w mgnieniu wiosny
objawić swoje imię światu
i być przyjętym w krąg miłości
choć z utartego schodzi szlaku
Gdy wielość dróg nam przeznaczonych
co do wspólnego kresu płyną
szumi symfonią pośród sosen
...w zachwycie cichym rośnie miłość
odpoczywamy dziś beztrosko
bo dobro rośnie pośród ludzi
jak powój co wędruje wiosną
Przerasta uschłych krzewów pędy
i coraz nowy kwiat wydaje
gdy zrozumienie i cierpliwość
wychodzą czekać na rozstaje
Gdy każdy może w mgnieniu wiosny
objawić swoje imię światu
i być przyjętym w krąg miłości
choć z utartego schodzi szlaku
Gdy wielość dróg nam przeznaczonych
co do wspólnego kresu płyną
szumi symfonią pośród sosen
...w zachwycie cichym rośnie miłość
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Życzenia Wielkanocne
Drodzy Czytelnicy!
Z okazji Świąt Zmartwychwstania Pana Jezusa składam Wam gorące życzenia.
Niech dobro wypełnia serca nas wszystkich i czyni życie lepszym.
Wiary, pogody ducha, mocy i radości!
Muszę usprawiedliwić swoją niezbyt częstą aktywność na tym blogu.
Mam ostatnio dużo myszkowania na stronie wiara-tecza.pl :) oraz w sprawach mających z tą stroną związek...
Będę wracać na bloga w miarę czasu i sił, gdyż pewnymi myślami trzeba się podzielić w takiej właśnie prywatnej przestrzeni.
Cieszę się, że blog spełnił swoją funkcję pomostową. Dziękuję szczególnie obserwatorom i komentatorom, a wśród nich specjalnie Agnieszce, Krisowi i Smykowi, oraz Darkowi który niedawno dołączył i pisze swój ważny blog.
Dzięki internetowi i pewnym zbiegom okoliczności tworzymy dziś razem cierpliwie nową historię :)
Wszystkich chętnych do tworzenia jej razem z nami zapraszam w wiadome miejsce!
Serdecznie pozdrawiam,
dr Mouse
Z okazji Świąt Zmartwychwstania Pana Jezusa składam Wam gorące życzenia.
Niech dobro wypełnia serca nas wszystkich i czyni życie lepszym.
Wiary, pogody ducha, mocy i radości!
Muszę usprawiedliwić swoją niezbyt częstą aktywność na tym blogu.
Mam ostatnio dużo myszkowania na stronie wiara-tecza.pl :) oraz w sprawach mających z tą stroną związek...
Będę wracać na bloga w miarę czasu i sił, gdyż pewnymi myślami trzeba się podzielić w takiej właśnie prywatnej przestrzeni.
Cieszę się, że blog spełnił swoją funkcję pomostową. Dziękuję szczególnie obserwatorom i komentatorom, a wśród nich specjalnie Agnieszce, Krisowi i Smykowi, oraz Darkowi który niedawno dołączył i pisze swój ważny blog.
Dzięki internetowi i pewnym zbiegom okoliczności tworzymy dziś razem cierpliwie nową historię :)
Wszystkich chętnych do tworzenia jej razem z nami zapraszam w wiadome miejsce!
Serdecznie pozdrawiam,
dr Mouse
środa, 26 stycznia 2011
zwykłego człowieka myśli ekumeniczne
Życie zmusiło mnie ostatnio do poszukiwania informacji o różnych kościołach chrześcijańskich.
Otworzyłam stosowne strony w internecie... i doznałam lekkiego szoku. To, co tkwiło w mojej świadomości do tej pory, to trzy główne wyznania, czyli katolicy, prawosławni i protestanci. Sądziłam mgliście i beztrosko, że następne podziały każdego z tych trzech kończą się na kilku podpunktach...
Tymczasem systematyka chrześcijańskich wyznań zbliża się swoimi rozmiarami w imponujący sposób - do dumnej systematyki świata zwierząt i roślin... Setki gatunków! Przeróżnych odmian, mających cechy wspólne i cechy odrębne! Form pośrednich! A każda forma dumna z siebie jak paw, jak papuga, jak indor...(tak przynajmniej my, nieowłosione naczelne zwykliśmy myśleć o tych miłych ptakach).
Czyżbyśmy w ten sposób naśladowali Boga w kreacji różnorodności?...
Zdumienie... Pokora, wobec tego co wyprawiamy. Wobec przepaści między tym, czego pragniemy, a co nam wychodzi. Jak bardzo jesteśmy niedoskonali... Czy ktokolwiek z nas ma prawo uważać się za lepszego w swoim wyznaniu?
Co ja sądzę na ten temat? Ja, katoliczka KRK?
Chwila ciszy...
Jezu, jesteś ze mną. Dziękuję. Wiesz, że wierzę Tobie. Kiedy uświadamiam sobie, że jesteś zawsze, nic nie jest przerażające. Nie boję się o tych moich braci chrześcijan, których dokładniejszej nazwy nie potrafię nawet wymienić. Ani o żadnego człowieka dobrej woli.
Ja wierzę, że jesteś obecny w Komunii świętej i tak przenikasz nas, którzy Cię w tej postaci przyjmujemy. Potem przez nas obdarowujesz innych, nawet, gdy nie jesteśmy tego świadomi.
Wierzę, że przychodzisz również do tych wszystkich, którzy są dobrzy, ale nie ośmielają się przyjmować Ciebie wbrew przepisom kościelnym - jak wiele lesbijek, gejów i transseksualistów żyjących w kochających i wiernych związkach, jak małżonkowie używający nieporonnej antykoncepcji w imię miłości i odpowiedzialności... Musisz przecież jakoś omijać te nieludzkie -ludzkie przepisy...
Wierzę też, że przenikasz braci protestantów, gdy modlą się i uważają, że tak właśnie przychodzisz do nich najbliżej. Wierzę, że zawsze masz sposób, aby zaspakajać tęsknotę naszych serc za Tobą, niezależnie od naszych wyznań i poglądów.
Jezu, pewnie coś bluźnię (nie, to chyba tylko głęboko zakorzeniony strach przed mrocznym monstrum któremu na imię Magisterium).
Jezu, pozwól mi nie bać się potworów - tych prawdziwych i tych wykreowanych we własnym umyśle. Nie daj, abym ze strachu obrażała lub poniżała innych, bo ich kościoły są mniejsze liczebnie i jakieś mało znane...
Udziel mi swojej siły Prawdziwego Rycerza bez skazy i bez przemocy... Choć trochę...Proszę...
Twój strudzony wojownik dr Mouse
Otworzyłam stosowne strony w internecie... i doznałam lekkiego szoku. To, co tkwiło w mojej świadomości do tej pory, to trzy główne wyznania, czyli katolicy, prawosławni i protestanci. Sądziłam mgliście i beztrosko, że następne podziały każdego z tych trzech kończą się na kilku podpunktach...
Tymczasem systematyka chrześcijańskich wyznań zbliża się swoimi rozmiarami w imponujący sposób - do dumnej systematyki świata zwierząt i roślin... Setki gatunków! Przeróżnych odmian, mających cechy wspólne i cechy odrębne! Form pośrednich! A każda forma dumna z siebie jak paw, jak papuga, jak indor...(tak przynajmniej my, nieowłosione naczelne zwykliśmy myśleć o tych miłych ptakach).
Czyżbyśmy w ten sposób naśladowali Boga w kreacji różnorodności?...
Zdumienie... Pokora, wobec tego co wyprawiamy. Wobec przepaści między tym, czego pragniemy, a co nam wychodzi. Jak bardzo jesteśmy niedoskonali... Czy ktokolwiek z nas ma prawo uważać się za lepszego w swoim wyznaniu?
Co ja sądzę na ten temat? Ja, katoliczka KRK?
Chwila ciszy...
Jezu, jesteś ze mną. Dziękuję. Wiesz, że wierzę Tobie. Kiedy uświadamiam sobie, że jesteś zawsze, nic nie jest przerażające. Nie boję się o tych moich braci chrześcijan, których dokładniejszej nazwy nie potrafię nawet wymienić. Ani o żadnego człowieka dobrej woli.
Ja wierzę, że jesteś obecny w Komunii świętej i tak przenikasz nas, którzy Cię w tej postaci przyjmujemy. Potem przez nas obdarowujesz innych, nawet, gdy nie jesteśmy tego świadomi.
Wierzę, że przychodzisz również do tych wszystkich, którzy są dobrzy, ale nie ośmielają się przyjmować Ciebie wbrew przepisom kościelnym - jak wiele lesbijek, gejów i transseksualistów żyjących w kochających i wiernych związkach, jak małżonkowie używający nieporonnej antykoncepcji w imię miłości i odpowiedzialności... Musisz przecież jakoś omijać te nieludzkie -ludzkie przepisy...
Wierzę też, że przenikasz braci protestantów, gdy modlą się i uważają, że tak właśnie przychodzisz do nich najbliżej. Wierzę, że zawsze masz sposób, aby zaspakajać tęsknotę naszych serc za Tobą, niezależnie od naszych wyznań i poglądów.
Jezu, pewnie coś bluźnię (nie, to chyba tylko głęboko zakorzeniony strach przed mrocznym monstrum któremu na imię Magisterium).
Jezu, pozwól mi nie bać się potworów - tych prawdziwych i tych wykreowanych we własnym umyśle. Nie daj, abym ze strachu obrażała lub poniżała innych, bo ich kościoły są mniejsze liczebnie i jakieś mało znane...
Udziel mi swojej siły Prawdziwego Rycerza bez skazy i bez przemocy... Choć trochę...Proszę...
Twój strudzony wojownik dr Mouse
piątek, 24 grudnia 2010
Bóg się rodzi
Witajcie w ten wigilijny wieczór!
Najlepsze życzenia... Polecam Jezusowi wszystkie nasze sprawy. Tak wiele się wydarzyło w tym roku.
On wie, co będzie dalej. My mamy działać licząc na siebie, wspierając się nawzajem, wykorzystując jak najlepiej naszą wiedzę, doświadczenie, intuicję. Odważnie słuchać własnych myśli i konfrontować je z myślami innych. Wnioski pojawią się same.
Znajdywać czas na duchowy odpoczynek, modlitwę, medytację...
Życzę Wam Bożej opieki, poczucia mocy, zdrowia, wiele radości i optymizmu, miłości i przyjaźni.
(Kochanym ateistom - wszystkich elementów świeckich z powyższych życzeń! :)
Zachęcam, czytajcie wiara-tecza.pl Będzie tam coraz ciekawiej...
Najlepsze życzenia... Polecam Jezusowi wszystkie nasze sprawy. Tak wiele się wydarzyło w tym roku.
On wie, co będzie dalej. My mamy działać licząc na siebie, wspierając się nawzajem, wykorzystując jak najlepiej naszą wiedzę, doświadczenie, intuicję. Odważnie słuchać własnych myśli i konfrontować je z myślami innych. Wnioski pojawią się same.
Znajdywać czas na duchowy odpoczynek, modlitwę, medytację...
Życzę Wam Bożej opieki, poczucia mocy, zdrowia, wiele radości i optymizmu, miłości i przyjaźni.
(Kochanym ateistom - wszystkich elementów świeckich z powyższych życzeń! :)
Zachęcam, czytajcie wiara-tecza.pl Będzie tam coraz ciekawiej...
niedziela, 21 listopada 2010
BARDZO WAŻNA WIADOMOŚĆ
Grupa polskich chrześcijan LGBTQ ma swoją stronę!
Nazywa się Wiara i Tęcza. http://www.wiara-tecza.pl/
Jest to chyba jedyna działająca obecnie w Polsce grupa tego typu, gdyż Berith http://berithprzymierze.republika.pl/index.html jest grupą od kilku lat nieaktywną. Dobrze, że ich strona jest nadal dostępna ze względu na bardzo ciekawe informacje.Oczywiście, mowa o grupach chrześcijańskich akceptujących oparte na miłości związki jednopłciowe, oraz osób transpłciowych - obecnie wbrew oficjalnemu nauczaniu Kościoła katolickiego, prawosławnego i części protestanckich, ale z nadzieją na zmianę tej sytuacji.
Zobaczcie linki do podobnych zagranicznych organizacji na stronie Wiara i Tęcza! Jest ich ogromnie dużo, Chrześcijanie na całym świecie starają się przekonać swoje Kościoły. Niektóre już przekonali!
Tak więc można korzystać z istnienia nowej grupy. Można w niej otrzymać wsparcie, działać na różne sposoby, lub czytać po cichu w domu.
Zwróćcie uwagę, że zaproszone do spotkań są także osoby LGBTQ poszukujące i niewierzące, które chcą rozmawiać o ważnych sprawach-światopoglądzie, etyce, życiowych problemach.
Najlepsze życzenia- owocnego działania dla Wiary i Tęczy!
Alternatywa dla lubelskiej " Odwagi " i możliwość wyboru zgodnie z własnym sumieniem jest niezwykle ważna w polskiej rzeczywistości.
czwartek, 11 listopada 2010
Święto Niepodległości
Dziś 11 listopada. Ważny dzień.
Śpiewamy pieśni patriotyczne - ułańskie, legionowe, z różnych wojen i okresów historii Polski. Bardzo je lubię, ale jednocześnie coraz mocniej odczuwam jakiś wewnętrzny zgrzyt przy treściach o zemście, odwecie, zabijaniu... Chyba zaczynam coraz bardziej cenić "nie zabijaj" w rozumieniu pierwszych chrześcijan, buddystów i wielu innych. Tak, wojna obronna może być niewątpliwie usprawiedliwiona, a ludzie biorący w niej udział niezwykle bohaterscy, ale przecież gdzieś w głębi duszy chcielibyśmy inaczej, lepiej...
Tak też uważał ksiądz Jan Ziaja, który służył jako kapelan w czasie Powstania Warszawskiego i na innych frontach II wojny światowej, ale uważał że pacyfizm powinien zwyciężyć.
No i więcej optymizmu!
Przykładowo w Hymnie Polski mamy tyle treści wypełnionych strachem i pogróżkami - że jeszcze nie zginęliśmy, a jakby co, to im dopiero pokażemy.
Marzy mi się nowa część Hymnu - taka pełna wdzięczności i radości, aby prowadziła nas w lepsze czasy. Próbowałam coś takiego napisać, ale wyszło straszliwie grafomańsko. Może ktoś utalentowany podejmie tą propozycję?
Wspomnę tylko że było tam o tym, że już żyjemy w wolnej Polsce, bardzo się z tego ciesząc, że stajemy się lepsi, mądrzejsi i bardziej wzajemnie życzliwi... Mamy piękny kraj, o który dbamy, i niechaj nam rozkwita Rzeczypospolita!
Następnie, że dziękujemy naszym ojcom za ich dzielne czyny, że oto spełniły się ich marzenia i możemy szczęśliwie żyć. Aby odpoczywali w pokoju i spoglądali na nas z dumą.
W końcu o tym, że umacnia nas przyjaźń z narodami, demokracja, wolność-równość- braterstwo. Że kochamy ludzi i uważamy ich za siostry i braci.
Naiwne? Przesadzone?
Upieram się, aby każdy zobaczył w tych treściach choć trochę prawdy. Wtedy będzie nam wszystkim lepiej.
Inna refleksja - ogromnie lubię poloneza z filmu "Pan Tadeusz".
http://www.youtube.com/watch?v=Vq-VmzcJa3Y&feature=related
Na studniówkach zwykle tańczy go młodzież wkraczająca w dorosłość... Już dwoje z moich trojga dzieci przeszło ten etap. Z ogromnym wzruszeniem oglądałam na filmie moment, kiedy ruszały w początek poloneza.
Miałam wtedy nieodparte poczucie, że oto oddaję dorosłe już dziecko na służbę Polsce. Niezależnie gdzie będzie żyć i pracować. Wiem, że zachowa w sercu całe bogactwo bycia Polakiem.
I moje kolejne marzenie - aby w najbliższych czasach na tych polskich studniówkach mogli swobodnie tańczyć poloneza wśród innych par - także Zosia z Krysią, oraz Tadeusz z Mateuszem. I aby Polacy byli z nich tak samo dumni, jak ze wszystkich swoich dzieci.
Śpiewamy pieśni patriotyczne - ułańskie, legionowe, z różnych wojen i okresów historii Polski. Bardzo je lubię, ale jednocześnie coraz mocniej odczuwam jakiś wewnętrzny zgrzyt przy treściach o zemście, odwecie, zabijaniu... Chyba zaczynam coraz bardziej cenić "nie zabijaj" w rozumieniu pierwszych chrześcijan, buddystów i wielu innych. Tak, wojna obronna może być niewątpliwie usprawiedliwiona, a ludzie biorący w niej udział niezwykle bohaterscy, ale przecież gdzieś w głębi duszy chcielibyśmy inaczej, lepiej...
Tak też uważał ksiądz Jan Ziaja, który służył jako kapelan w czasie Powstania Warszawskiego i na innych frontach II wojny światowej, ale uważał że pacyfizm powinien zwyciężyć.
No i więcej optymizmu!
Przykładowo w Hymnie Polski mamy tyle treści wypełnionych strachem i pogróżkami - że jeszcze nie zginęliśmy, a jakby co, to im dopiero pokażemy.
Marzy mi się nowa część Hymnu - taka pełna wdzięczności i radości, aby prowadziła nas w lepsze czasy. Próbowałam coś takiego napisać, ale wyszło straszliwie grafomańsko. Może ktoś utalentowany podejmie tą propozycję?
Wspomnę tylko że było tam o tym, że już żyjemy w wolnej Polsce, bardzo się z tego ciesząc, że stajemy się lepsi, mądrzejsi i bardziej wzajemnie życzliwi... Mamy piękny kraj, o który dbamy, i niechaj nam rozkwita Rzeczypospolita!
Następnie, że dziękujemy naszym ojcom za ich dzielne czyny, że oto spełniły się ich marzenia i możemy szczęśliwie żyć. Aby odpoczywali w pokoju i spoglądali na nas z dumą.
W końcu o tym, że umacnia nas przyjaźń z narodami, demokracja, wolność-równość- braterstwo. Że kochamy ludzi i uważamy ich za siostry i braci.
Naiwne? Przesadzone?
Upieram się, aby każdy zobaczył w tych treściach choć trochę prawdy. Wtedy będzie nam wszystkim lepiej.
Inna refleksja - ogromnie lubię poloneza z filmu "Pan Tadeusz".
http://www.youtube.com/watch?v=Vq-VmzcJa3Y&feature=related
Na studniówkach zwykle tańczy go młodzież wkraczająca w dorosłość... Już dwoje z moich trojga dzieci przeszło ten etap. Z ogromnym wzruszeniem oglądałam na filmie moment, kiedy ruszały w początek poloneza.
Miałam wtedy nieodparte poczucie, że oto oddaję dorosłe już dziecko na służbę Polsce. Niezależnie gdzie będzie żyć i pracować. Wiem, że zachowa w sercu całe bogactwo bycia Polakiem.
I moje kolejne marzenie - aby w najbliższych czasach na tych polskich studniówkach mogli swobodnie tańczyć poloneza wśród innych par - także Zosia z Krysią, oraz Tadeusz z Mateuszem. I aby Polacy byli z nich tak samo dumni, jak ze wszystkich swoich dzieci.
wtorek, 12 października 2010
Ważna wiadomość
Grupa wsparcia dla chrześcijan LGBTQ
Zapraszamy do grupy wsparcia dla chrześcijan ze środowiska LGBTQ oraz ich rodzin i przyjaciół.Parę słów o nas
Odcinamy się zdecydowanie od grup typu "Odwaga", mających na celu nakłanianie do zmiany orientacji seksualnej lub życia w seksualnej abstynencji. Uważamy takie postępowanie za nieetyczne i niezgodne z aktualnym stanem wiedzy naukowej. Jesteśmy przekonani, że oparte na miłości związki jednopłciowe lub związki osób transpłciowych są źródłem dobra, tak więc powinny zostać zaakceptowane w społeczeństwie i w Kościele. Mieszkamy w różnych rejonach kraju. Większość z nas jest wyznania rzymsko-katolickiego, ale jesteśmy grupą szeroko otwartą ekumenicznie.
Oferujemy:
- rozmowy i dyskusje,
- wspólną modlitwę,
- dostęp do wartościowej literatury związanej z tematem,
- kontakt z życzliwymi osobami duchownymi.
- wspólne działanie na rzecz zmiany stanowiska Kościoła katolickiego i innych kościołów
- pisanie protestów w przypadku niedopuszczalnych publicznych wypowiedzi osób duchownych i świeckich
- szerzenie naszych poglądów w mediach
- współdziałanie z podobnego typu organizacjami krajowymi i zagranicznymi
Gdańsk - trojmiasto@kph.org.pl
Kraków - barka.202@gmail.com
Poznań - george@wp.eu
piątek, 8 października 2010
Tajemniczy ogród
Witajcie drodzy Przyjaciele!
Ostatnio bardzo dużo się dowiaduję. Rozpoczęłam czteroletni kurs psychoterapii psychodynamicznej. Jeżeli go ukończę oraz spełnię kilka innych wymagań, to być może będę kiedyś pracować jako psychoterapeuta, dzieląc czas na mój główny zawód i tą nową dziedzinę... Tak czy inaczej stoję przed źródłem niezwykle ciekawej wiedzy.
Zaczęło się od 5 dniowego spotkania treningowego, obrazującego metodę pracy. Niesamowite, że tylko siedząc i milcząc lub mówiąc o aktualnych emocjach można się tak zmęczyć!
Zobaczyłam teraz ludzi, których znam - jakby nowymi oczami.
Oto X. opowiada, jak leczą go lekarze tybetańscy. Posługując się metodą ajurwedyjską odblokowują stopniowo jego uwięzione emocje. Nie mogą zrobić tego zbyt gwałtownie, gdyż byłoby to dla niego niebezpieczne. Po takich przeżyciach X zaczyna czuć dla siebie współczucie i zrozumienie. Stopniowo staje się zdolny zaopiekować sobą, opuściły go myśli autodestrukcyjne. Więcej dba o swoją kondycję, stracił trochę zbędnych kilogramów. Wie, że jego "wektor" nabrał już dobrego kierunku. Za jakiś czas będzie nadawał się do życia w związku, czyli zaufania również drugiej osobie.
Oto Y opowiada o leczeniu klasycznym, w polskiej placówce medycznej. Leczenie jest długie. Dopiero utrata pozornie dobrego samopoczucia zaczyna być żyzną glebą, na której mogą się ukazać i dać poznać więzione głęboko emocje. Do tego stanu stopniowo i umiejętnie doprowadzają wykwalifikowani terapeuci. Pojawia się szansa na poradzenie sobie z wrogością do samego siebie...Też trzeba dojrzewać do zaopiekowania się sobą, a potem jeszcze kimś drugim...
Oto Z. opowiada, że musi sobie sam poradzić z szacunkiem, ufnością i emocjami. Dopiero wtedy będzie mógł dać komuś oparcie- no i sam je otrzymać.
Czy jest to możliwe samemu? Nie wiem. Pewnie jest, czasami. Na skutek różnych życiowych spotkań, sytuacji które przemówią do nas na tym "innym" poziomie.
Ale lepiej znaleźć pomoc. Szkoda czasu, życia i pięknych okazji które tracimy po drodze... Szkoda tych, którzy czują ból odtrącenia, bo chcą być z nami...
Pewien Dreamwalker daje się poznać na swoim blogu jako niezwykły mędrzec. Doradca, znawca tajemnic ludzkiej psychiki i reguł szczęścia. Wśród tego oceanu mądrości opisuje epizod ze swojego życia, który powoduje załamanie nerwowe jego fanów. "Jak możesz mówić tak mądrze, a zachowywać się tak głupio? Ty .... jeden!" - oto skrót ich komentarzy.
Jak niesamowita przepaść dzieli naszą wiedzę i intelekt od świata emocji, które nami rządzą!
A może nie przepaść, tylko stary mur z czerwonej cegły, w którym jest żelazna brama zakryta dzikim winem? Drzwi do tajemniczego ogrodu naszych uczuć? Kto pomoże nam odnaleźć klucz do tej bramy?
Niech każdy z nas rozgląda się dookoła szeroko otwartymi oczami. Jest wiele takich osób, które chcą nam pomóc. Odnajdźmy je tylko i powiedzmy "Tak, proszę."
Ostatnio bardzo dużo się dowiaduję. Rozpoczęłam czteroletni kurs psychoterapii psychodynamicznej. Jeżeli go ukończę oraz spełnię kilka innych wymagań, to być może będę kiedyś pracować jako psychoterapeuta, dzieląc czas na mój główny zawód i tą nową dziedzinę... Tak czy inaczej stoję przed źródłem niezwykle ciekawej wiedzy.
Zaczęło się od 5 dniowego spotkania treningowego, obrazującego metodę pracy. Niesamowite, że tylko siedząc i milcząc lub mówiąc o aktualnych emocjach można się tak zmęczyć!
Zobaczyłam teraz ludzi, których znam - jakby nowymi oczami.
Oto X. opowiada, jak leczą go lekarze tybetańscy. Posługując się metodą ajurwedyjską odblokowują stopniowo jego uwięzione emocje. Nie mogą zrobić tego zbyt gwałtownie, gdyż byłoby to dla niego niebezpieczne. Po takich przeżyciach X zaczyna czuć dla siebie współczucie i zrozumienie. Stopniowo staje się zdolny zaopiekować sobą, opuściły go myśli autodestrukcyjne. Więcej dba o swoją kondycję, stracił trochę zbędnych kilogramów. Wie, że jego "wektor" nabrał już dobrego kierunku. Za jakiś czas będzie nadawał się do życia w związku, czyli zaufania również drugiej osobie.
Oto Y opowiada o leczeniu klasycznym, w polskiej placówce medycznej. Leczenie jest długie. Dopiero utrata pozornie dobrego samopoczucia zaczyna być żyzną glebą, na której mogą się ukazać i dać poznać więzione głęboko emocje. Do tego stanu stopniowo i umiejętnie doprowadzają wykwalifikowani terapeuci. Pojawia się szansa na poradzenie sobie z wrogością do samego siebie...Też trzeba dojrzewać do zaopiekowania się sobą, a potem jeszcze kimś drugim...
Oto Z. opowiada, że musi sobie sam poradzić z szacunkiem, ufnością i emocjami. Dopiero wtedy będzie mógł dać komuś oparcie- no i sam je otrzymać.
Czy jest to możliwe samemu? Nie wiem. Pewnie jest, czasami. Na skutek różnych życiowych spotkań, sytuacji które przemówią do nas na tym "innym" poziomie.
Ale lepiej znaleźć pomoc. Szkoda czasu, życia i pięknych okazji które tracimy po drodze... Szkoda tych, którzy czują ból odtrącenia, bo chcą być z nami...
Pewien Dreamwalker daje się poznać na swoim blogu jako niezwykły mędrzec. Doradca, znawca tajemnic ludzkiej psychiki i reguł szczęścia. Wśród tego oceanu mądrości opisuje epizod ze swojego życia, który powoduje załamanie nerwowe jego fanów. "Jak możesz mówić tak mądrze, a zachowywać się tak głupio? Ty .... jeden!" - oto skrót ich komentarzy.
Jak niesamowita przepaść dzieli naszą wiedzę i intelekt od świata emocji, które nami rządzą!
A może nie przepaść, tylko stary mur z czerwonej cegły, w którym jest żelazna brama zakryta dzikim winem? Drzwi do tajemniczego ogrodu naszych uczuć? Kto pomoże nam odnaleźć klucz do tej bramy?
Niech każdy z nas rozgląda się dookoła szeroko otwartymi oczami. Jest wiele takich osób, które chcą nam pomóc. Odnajdźmy je tylko i powiedzmy "Tak, proszę."
czwartek, 9 września 2010
O róży i kropli rosy
Odwiedziłam moją przyjaciółkę Ninę, która ma obecnie 91 lat. Mimo znacznej różnicy wieku łączy nas bardzo wiele. Poznałyśmy się,gdy miałam 13 lat. Niejedną noc spędziłyśmy rozmawiając o sensie życia, Bogu, wierze i innych ważnych sprawach.
Kilka miesięcy temu Nina przebyła niewielki wylew wewnątrzczaszkowy.
Teraz zaprowadziła mnie przed okno, na którego parapecie stały kwiaty. Pokazała krzak róży. Róża ta miała drobne listki i siedem niedużych, jasnoróżowych kwiatków.
-Ta róża jest dla mnie mistyczna- objaśniła Nina.- Dostałam ją od syna Zuzanny w czasie jej pogrzebu. Potem on też umarł, a teraz przez ten kwiatek przemawia do mnie.
-Tak?- zapytałam- Miałaś kontakt z tą rodziną i wiesz, że on też umarł?
-Ja wiem, kiedy ktoś umiera. Wtedy znikają wszystkie papiery. Niedawno zniknęły z mojego biurka...
-Pamiętasz pierścionek, który ci dałam przed laty?- snuła dalej Nina
-Oczywiście, że pamiętam.
(Byłam wtedy nastolatką. Nina kopiąc grządki w ogródku znalazła swój pierścionek z czasów młodości, zgubiony przed wojną. Przeleżał w ziemi ponad 40 lat. Nina zabrała mnie o świcie do lasu, aby zbierać maliny. Gdy wschodzące słońce przebijało przez mgły i rosę na liściach, wręczyła mi ten pierścionek - z oczkiem jak kropla rosy - na znak naszej przyjaźni).
Milczałyśmy chwilę, przytulone.
-Byłyśmy wtedy jeszcze dziećmi - odezwała się Nina
Będąc (póki co) osobą tak zwaną "sprawną umysłowo" nie potrafię wyrazić ulotnego piękna takich chwil.
Nieraz doświadczamy ich, gdy kontaktujemy się z ludźmi mniej sprawnymi czy małymi dziećmi. Jest w nich coś więcej. Wolni w jakimś stopniu od więzów logiki, zdobywania i twardej realizacji celów - ukazują nam okienko do wielkiego świata uczuć i emocji, o których tylko czasem ośmielamy się marzyć.
Kilka miesięcy temu Nina przebyła niewielki wylew wewnątrzczaszkowy.
Teraz zaprowadziła mnie przed okno, na którego parapecie stały kwiaty. Pokazała krzak róży. Róża ta miała drobne listki i siedem niedużych, jasnoróżowych kwiatków.
-Ta róża jest dla mnie mistyczna- objaśniła Nina.- Dostałam ją od syna Zuzanny w czasie jej pogrzebu. Potem on też umarł, a teraz przez ten kwiatek przemawia do mnie.
-Tak?- zapytałam- Miałaś kontakt z tą rodziną i wiesz, że on też umarł?
-Ja wiem, kiedy ktoś umiera. Wtedy znikają wszystkie papiery. Niedawno zniknęły z mojego biurka...
-Pamiętasz pierścionek, który ci dałam przed laty?- snuła dalej Nina
-Oczywiście, że pamiętam.
(Byłam wtedy nastolatką. Nina kopiąc grządki w ogródku znalazła swój pierścionek z czasów młodości, zgubiony przed wojną. Przeleżał w ziemi ponad 40 lat. Nina zabrała mnie o świcie do lasu, aby zbierać maliny. Gdy wschodzące słońce przebijało przez mgły i rosę na liściach, wręczyła mi ten pierścionek - z oczkiem jak kropla rosy - na znak naszej przyjaźni).
Milczałyśmy chwilę, przytulone.
-Byłyśmy wtedy jeszcze dziećmi - odezwała się Nina
Będąc (póki co) osobą tak zwaną "sprawną umysłowo" nie potrafię wyrazić ulotnego piękna takich chwil.
Nieraz doświadczamy ich, gdy kontaktujemy się z ludźmi mniej sprawnymi czy małymi dziećmi. Jest w nich coś więcej. Wolni w jakimś stopniu od więzów logiki, zdobywania i twardej realizacji celów - ukazują nam okienko do wielkiego świata uczuć i emocji, o których tylko czasem ośmielamy się marzyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)