czwartek, 11 listopada 2010

Święto Niepodległości

Dziś 11 listopada. Ważny dzień.
Śpiewamy pieśni patriotyczne - ułańskie, legionowe, z różnych wojen i okresów historii Polski.  Bardzo je lubię, ale jednocześnie coraz mocniej  odczuwam jakiś wewnętrzny zgrzyt przy treściach o zemście, odwecie, zabijaniu... Chyba zaczynam coraz bardziej cenić "nie zabijaj" w rozumieniu pierwszych chrześcijan, buddystów i wielu innych. Tak, wojna obronna może być niewątpliwie usprawiedliwiona, a ludzie biorący w niej udział niezwykle bohaterscy, ale przecież gdzieś w głębi duszy chcielibyśmy inaczej, lepiej...
Tak też uważał ksiądz Jan Ziaja, który służył jako kapelan w czasie Powstania Warszawskiego i na innych frontach II wojny światowej, ale uważał że pacyfizm powinien zwyciężyć.

No i więcej optymizmu!
Przykładowo w Hymnie Polski mamy tyle treści wypełnionych strachem i pogróżkami - że jeszcze nie zginęliśmy, a jakby co, to im dopiero pokażemy.
Marzy mi się nowa część Hymnu - taka pełna wdzięczności i radości, aby prowadziła nas w lepsze czasy. Próbowałam coś takiego napisać, ale wyszło straszliwie grafomańsko.  Może ktoś utalentowany podejmie tą propozycję?
Wspomnę tylko że było tam o tym, że już  żyjemy w wolnej Polsce,  bardzo się z tego ciesząc, że stajemy się lepsi, mądrzejsi i bardziej wzajemnie życzliwi... Mamy piękny kraj, o który dbamy, i niechaj nam rozkwita Rzeczypospolita!
Następnie, że dziękujemy naszym ojcom za ich dzielne czyny, że oto spełniły się ich marzenia i możemy szczęśliwie żyć. Aby odpoczywali w pokoju i spoglądali na nas z dumą.
W końcu o tym, że umacnia nas przyjaźń z narodami, demokracja, wolność-równość- braterstwo. Że kochamy ludzi i  uważamy ich za siostry i braci.
Naiwne? Przesadzone?
Upieram się, aby każdy zobaczył w tych treściach choć trochę prawdy. Wtedy będzie nam wszystkim lepiej.

Inna refleksja - ogromnie lubię poloneza z filmu "Pan Tadeusz".
http://www.youtube.com/watch?v=Vq-VmzcJa3Y&feature=related
Na studniówkach zwykle tańczy go młodzież  wkraczająca w dorosłość... Już dwoje z moich trojga dzieci przeszło ten etap. Z ogromnym wzruszeniem oglądałam na filmie moment, kiedy ruszały w początek poloneza.
Miałam wtedy nieodparte poczucie, że oto oddaję dorosłe już dziecko na służbę Polsce. Niezależnie gdzie będzie żyć i pracować. Wiem, że zachowa w sercu całe bogactwo bycia Polakiem.

I moje kolejne marzenie - aby w najbliższych czasach na tych polskich studniówkach  mogli swobodnie tańczyć poloneza wśród innych par - także Zosia z Krysią, oraz Tadeusz z Mateuszem. I aby Polacy byli z nich tak samo dumni, jak ze wszystkich swoich dzieci.

wtorek, 12 października 2010

Ważna wiadomość

Grupa wsparcia dla chrześcijan LGBTQ

Zapraszamy do grupy wsparcia dla chrześcijan ze środowiska LGBTQ oraz ich rodzin i przyjaciół.
Parę słów o nas
Odcinamy się zdecydowanie od grup typu "Odwaga", mających na celu nakłanianie do zmiany orientacji seksualnej lub życia w seksualnej abstynencji. Uważamy takie postępowanie za nieetyczne i niezgodne z aktualnym stanem wiedzy naukowej. Jesteśmy przekonani, że oparte na miłości związki jednopłciowe lub związki osób transpłciowych są źródłem dobra, tak więc powinny zostać zaakceptowane w społeczeństwie i w Kościele. Mieszkamy w różnych rejonach kraju. Większość z nas jest wyznania rzymsko-katolickiego, ale jesteśmy grupą szeroko otwartą ekumenicznie.
Oferujemy:
  • rozmowy i dyskusje,
  • wspólną modlitwę,
  • dostęp do wartościowej literatury związanej z tematem,
  • kontakt z życzliwymi osobami duchownymi.
Proponujemy:
  • wspólne działanie na rzecz zmiany stanowiska Kościoła katolickiego i innych kościołów
  • pisanie protestów w przypadku niedopuszczalnych publicznych wypowiedzi osób duchownych i świeckich
  • szerzenie naszych poglądów w mediach
  • współdziałanie z podobnego typu organizacjami krajowymi i zagranicznymi
Kontakty do nas:
Gdańsk - trojmiasto@kph.org.pl
Kraków - barka.202@gmail.com
Poznań - george@wp.eu

piątek, 8 października 2010

Tajemniczy ogród

Witajcie drodzy Przyjaciele!
Ostatnio bardzo dużo się dowiaduję. Rozpoczęłam czteroletni kurs psychoterapii psychodynamicznej. Jeżeli go ukończę oraz spełnię kilka innych wymagań, to być może będę kiedyś pracować jako psychoterapeuta, dzieląc czas na mój główny zawód i tą nową dziedzinę... Tak czy inaczej stoję przed źródłem niezwykle ciekawej wiedzy.
Zaczęło się od 5 dniowego spotkania treningowego, obrazującego metodę pracy. Niesamowite, że tylko siedząc i milcząc lub mówiąc o aktualnych emocjach można się tak zmęczyć!

Zobaczyłam teraz ludzi, których znam - jakby nowymi oczami.

Oto X. opowiada, jak leczą go lekarze tybetańscy. Posługując się metodą ajurwedyjską odblokowują stopniowo jego uwięzione emocje. Nie mogą zrobić tego zbyt gwałtownie, gdyż byłoby to dla niego niebezpieczne. Po takich przeżyciach X zaczyna czuć dla siebie współczucie i zrozumienie. Stopniowo staje się zdolny zaopiekować sobą, opuściły go myśli autodestrukcyjne. Więcej dba o swoją kondycję, stracił trochę zbędnych kilogramów. Wie, że jego "wektor" nabrał już dobrego kierunku. Za jakiś czas będzie nadawał się do życia w związku, czyli zaufania również drugiej osobie.

Oto Y opowiada o leczeniu klasycznym, w polskiej placówce medycznej. Leczenie jest długie. Dopiero utrata pozornie dobrego samopoczucia zaczyna być żyzną glebą, na której mogą się ukazać i dać poznać więzione głęboko emocje. Do tego stanu stopniowo i umiejętnie doprowadzają wykwalifikowani terapeuci. Pojawia się szansa na poradzenie sobie z wrogością do samego siebie...Też trzeba dojrzewać do zaopiekowania się sobą, a potem jeszcze kimś drugim...

Oto Z. opowiada, że musi sobie sam poradzić z szacunkiem, ufnością i emocjami. Dopiero wtedy będzie mógł dać komuś oparcie- no i sam je otrzymać.
Czy jest to możliwe samemu? Nie wiem. Pewnie jest, czasami. Na skutek różnych życiowych spotkań, sytuacji które przemówią do nas na tym "innym" poziomie.
Ale lepiej znaleźć pomoc. Szkoda czasu, życia i pięknych okazji które tracimy po drodze... Szkoda tych, którzy czują ból odtrącenia, bo chcą być z nami...

Pewien Dreamwalker daje się poznać na swoim blogu jako niezwykły mędrzec. Doradca, znawca tajemnic ludzkiej psychiki i reguł szczęścia. Wśród tego oceanu mądrości opisuje epizod ze swojego życia, który powoduje załamanie nerwowe jego fanów. "Jak możesz mówić tak mądrze, a zachowywać się tak głupio? Ty .... jeden!" - oto skrót ich komentarzy.
Jak niesamowita przepaść dzieli naszą wiedzę i intelekt od świata emocji, które nami rządzą!

A może nie przepaść, tylko stary mur z czerwonej cegły, w którym jest żelazna brama zakryta dzikim winem? Drzwi do tajemniczego ogrodu naszych uczuć? Kto pomoże nam odnaleźć klucz do tej bramy?
Niech każdy z nas rozgląda się dookoła szeroko otwartymi oczami. Jest wiele takich osób, które chcą nam pomóc. Odnajdźmy je tylko i powiedzmy "Tak, proszę."

czwartek, 9 września 2010

O róży i kropli rosy

Odwiedziłam moją przyjaciółkę Ninę, która ma obecnie 91 lat. Mimo znacznej różnicy wieku łączy nas bardzo wiele. Poznałyśmy się,gdy miałam 13 lat. Niejedną noc spędziłyśmy rozmawiając o sensie życia, Bogu, wierze i innych ważnych sprawach.
Kilka miesięcy temu Nina przebyła niewielki wylew wewnątrzczaszkowy.

Teraz zaprowadziła mnie przed okno, na którego parapecie stały kwiaty. Pokazała krzak róży. Róża ta miała drobne listki i siedem niedużych, jasnoróżowych kwiatków.
-Ta róża jest dla mnie mistyczna- objaśniła Nina.- Dostałam ją od syna Zuzanny w czasie jej pogrzebu. Potem on też umarł, a teraz przez ten kwiatek przemawia do mnie.
-Tak?- zapytałam- Miałaś kontakt z tą rodziną i wiesz, że on też umarł?
-Ja wiem, kiedy ktoś umiera. Wtedy znikają wszystkie papiery. Niedawno zniknęły z mojego biurka...

-Pamiętasz pierścionek, który ci dałam przed laty?- snuła dalej Nina
-Oczywiście, że pamiętam.
(Byłam wtedy nastolatką. Nina kopiąc grządki w ogródku znalazła swój pierścionek z czasów młodości, zgubiony przed wojną. Przeleżał w ziemi ponad 40 lat. Nina zabrała mnie o świcie do lasu, aby zbierać maliny. Gdy wschodzące słońce przebijało przez mgły i rosę na liściach, wręczyła mi ten pierścionek - z oczkiem jak kropla rosy - na znak naszej przyjaźni).
Milczałyśmy chwilę, przytulone.
-Byłyśmy wtedy jeszcze dziećmi - odezwała się Nina

Będąc (póki co) osobą tak zwaną "sprawną umysłowo" nie potrafię wyrazić ulotnego piękna takich chwil.
Nieraz doświadczamy ich, gdy kontaktujemy się z ludźmi mniej sprawnymi czy małymi dziećmi. Jest w nich coś więcej. Wolni w jakimś stopniu od więzów logiki, zdobywania i twardej realizacji celów - ukazują nam okienko do wielkiego świata uczuć i emocji, o których tylko czasem ośmielamy się marzyć.

sobota, 14 sierpnia 2010

Rozmowa z księdzem

Byłam u mądrego księdza.
Poszłam porozmawiać o moich poglądach i działalności.
No, no, nie bójcie się! Nie miałam zamiaru zmieniać zdania w przypadku braku akceptacji... (zdanie mogę zmienić tylko pod wpływem własnego przekonania).
Opowiedziałam o udziale w marszach równości, transparentach, o liście protestacyjnym do księdza Rektora Papieskiego Uniwersytetu Teologicznego w Krakowie, o blogu i o poglądach.
Streszczając owe poglądy:
1.popieram wierne związki jednopłciowe oraz związki osób transpłciowych, uważając je za dobre i pożyteczne
2. uważam za słuszne dopuszczenie dla małżeństw nieporonnych środków antykoncepcyjnych oraz zachowań seksualnych nie dających możliwości poczęcia
3. uważam zachowania autoerotyczne za nieszkodliwe, o ile nie przybierają form nałogowych
4.jestem przeciwko aborcji i eutanazji, popieram wierność i odpowiedzialność
5. nie uważam aby moje poglądy i działania były grzechem, tak więc oczywiście za nie nie żałuję.

Ksiądz wysłuchał. Powiedział, że tematy są trudne, a każdy z nich jest "rzeką".
Że oczywiście mam prawo myśleć i działać jak wyżej.
Nie powinnam jednak nigdy podchodzić cynicznie lub z poczuciem wyższości do argumentów ze strony Kościoła. Nad jego stanowiskiem w tych sprawach pracowali całe lata w wielkim trudzie umysłu i w modlitwie liczni ludzie dobrej woli. Dlatego mam z szacunkiem czytać i analizować ich teksty.
Z drugiej strony Kościół powinien również otworzyć się na nowe spojrzenie, oraz argumenty z dziedziny medycyny, biologii i psychologii.
Wszak tematy, o których mówimy, nie są dogmatami.
Na koniec rozmowy udzielił błogosławieństwa, a ja zapytałam - czy to co powiedziałam, stanowi według niego przeszkodę do spowiedzi i komunii świętej?
Odpowiedział, że skoro opowiadam się za ochroną życia, wiernością i odpowiedzialnością - nie stanowi.
Tak więc przystąpiłam do sakramentów z nowym poczuciem umocnienia.

Modlę się za nas wszystkich, drodzy Przyjaciele LGBT - abyście także spotykali mądrych ludzi, duchownych i świeckich. Abyście wychodzili z tych spotkań umocnieni i przekonani, że wasze pełne miłości związki są dobrem dla Was i dla świata.
Tłumacząc na język Przyjaciół niewierzących - posyłam Wam myśli pozytywne, twórcze i pełne dobrych życzeń!

środa, 21 lipca 2010

Euro Pride Warszawa 2010

http://www.zw.com.pl/galeria/278370,33,495929.html
http://www.homiki.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=4048

Zastanawiałam się, czy iść na Euro Pride. Argumenty za i przeciw są ogólnie znane.
Wiem, że wiele osób LGBT nie bierze udziału w takich wystąpieniach, uważając, że to więcej szkodzi ich sprawie niż pomaga.
Ja jednak myślę, że ta forma jest potrzebna. Dzięki marszom świadomość społeczna na świecie pogłębiła się w ostatnich dziesięcioleciach. W paradach biorą udział nie tylko "golasy", ale też wiele osób ubranych całkiem normalnie, lub przebranych w tzw dobrym guście. Niosą wiele ciekawych i wartościowych haseł. Pełna różnorodność. Ludzi, którzy zachowują się zbyt prowokująco trzeba rozumieć. Odreagowują wiele doznanych w społeczeństwie urazów i krzywd. Większość bawi się wesoło i kolorowo.
Ostatecznie przekonałam się do pójścia po obejrzeniu zdjęć z tegorocznej parady w Londynie. Szło tam wśród barwnego tłumu wiele osób ubranych w jednolite podkoszulki, z transparentami organizacji chrześcijańskich. "Some Christians are gay. Get over it"
Tak więc byłam na Euro Pride w Warszawie 17.07.2010. Zrobiłam transparent z napisem "Polak katolik też bywa (tęczowa ryba, uśmiechnięta)". Miał on korespondować z powyższym z Londynu, oraz dać odpowiedź transparentowi z krakowskiego Marszu Równości, gdzie pod napisem "Polak katolik" widniała ryba zła i zębata...
Był wielki upał.
Na Placu Bankowym gromadził się tłum . Rozpoznałam stojących z transparentem panów Brandona Fay oraz Thomasa Moulton - słynnych gejów, których zdjęcie ślubne wykorzystał kilka lat temu ś.p. prezydent Lech Kaczyński do straszenia Polaków okropnościami zachodniego świata (jak pamiętamy, panowie przyjechali wówczas do Polski, aby zaprotestować przeciwko takim metodom oraz wesprzeć tutejsze środowiska LGBT. Odwiedzili także Sejm.Obecnie przyjechali na paradę, oraz z zamiarem pomodlenia się na Wawelu przy grobie Lecha Kaczyńskiego i złożenia hołdu ofiarom katastrofy smoleńskiej).
Przywitałam się z panami miło, dziękując za ich przybycie. Ponieważ podobał się im mój transparent, zaprosili mnie do wspólnego zdjęcia.
Starsza pani z dużym krzyżem w ręce chodziła w tym czasie i modliła się za nas...
Wzrusza mnie jej dobra wola. Cóż, że mamy całkiem inny punkt widzenia...
Parada ruszyła.
Było sympatycznie i wesoło. Muzyka, śpiewy, tańce. Ludzie z różnych stron świata - kraje zachodnie, ale także spora grupa z Ukrainy, z Litwy. Kontrmanifestacje wydawały się nieduże, policja ochraniała pochód dość dyskretnie. Zdjęcia można obejrzeć na załączonych linkach.
Dużo ludzi interesowało się moim transparentem, uśmiechało, robiło zdjęcia. Nie spotkałam zagranicznych chrześcijańskich organizacji LGBT. Jedna Czeszka i jedna Słowaczka opowiadały mi, że u nich istnieją takie właśnie organizacje. Przedstawił mi się jeden Polak ewangelik, rozmawialiśmy o ewentualnym wznowieniu działalności Berith Przymierze, wspólnoty ekumenicznej.
Przez krótki czas trzymała ze mną transparent sympatyczna Ania z Warszawy. Powiedziała, że chociaż jest ateistką, chętnie mi pomoże.
Ogólnie widać było wśród ludzi na ulicach więcej życzliwości niż wrogości.
Po powrocie do domu, na drugi dzień oglądałam program "Między ziemią a niebem", gdzie na początku były krótkie wywiady, między innymi ze mną. Następnie dyskutowali zwolennicy i przeciwnicy związków partnerskich- pierwsi bardzo inteligentnie, drudzy naprawdę na żenującym poziomie.
http://www.tvp.pl/religia/programy-katolickie/miedzy-ziemia-a-niebem (18.07.2010)
W internecie znalazłam informacje w katolickich mediach, jakoby moje hasło było wrogie Kościołowi. No cóż, wiadomo że po niektórych nie można się spodziewać innej reakcji.
Pan Tomasz Terlikowski, jak przeczytałam - zrezygnował z agresywnego tonu i modli się o nawrócenie uczestników parady. To już dobry krok naprzód. Ja modlę się o uznanie w społeczeństwie i w Kościele dobra, jakim są wierne związki osób homoseksualnych czy transpłciowych. Chcę się modlić wspólnie, i taka grupa niedługo w Polsce powstanie.
Pozdrawiam wszystkie Myszeczki!

niedziela, 11 lipca 2010

o wierności

Po Marszu Równości w Krakowie otrzymałam maila od pewnego Człowieka. Napisał, żeby nie przesadzać z tą wiernością - rozumianą jako wyłączność seksu w związku dwóch osób. Że nie każdy ma do niej predyspozycje. Że ludzie mogą być równie szczęśliwi bez tej wyłączności, pod warunkiem uczciwego informowania partnera oraz przestrzegania zasad bezpiecznego seksu. ........
Rozmyślałam długo, długo. Mój nastrój obniżył się o kilka istotnych punktów skali... Głównie dlatego, że bardzo lubię i cenię Autora listu. Jest to wysokiej klasy intelektualista, człowiek dobrego serca.
Czy te opowieści o wierności to tylko skutek represyjnej moralności judeochrześcijańskiej? Czy należy ludzi z tego wyzwolić, aby byli szczęśliwsi? Myślę, że trzeba wybierać z licznych przepisów to, co pozostaje wartościowe. Przecież nie zrezygnowaliśmy z zasad higieny, mimo że dużo napisano o nich w Talmudzie...

No cóż... Znam po prostu ludzi, którzy marzą o wiernym związku, ale ciągle im się nie udaje.
Może ci, którzy są szczęśliwi - w różnych modelach związków, zechcą podzielić się swoimi doświadczeniami? W listach lub na spotkaniach?
Wiemy, że nie ma reguł, każdy człowiek, a tym bardziej każdy związek dwojga ludzi jest innym kosmosem.
Jednak słuchając, jakie zasady działają u innych, można czasem znaleźć coś dla siebie.
Niedługo podzielę się z Wami swoim doświadczeniem w tej materii.
Na razie wyjaśniam, skąd tak cenię sobie wierność. Otóż bardziej niż wychowanie religijne wywarł na mnie wrażenie wiersz Marii Kownackiej, przeczytany w wieku przedszkolnym.
Przeczytajcie go również, a jeśli macie dzieci - własne lub inne bliskie, to koniecznie zapoznajcie je z nim! Będą kiedyś szczęśliwsze... Oto on:

Stary zielony miś

Zbych ma misia.
Ooo, od dawna, nie od dziś, jest u Zbycha już ten miś. Ten misio
jest taki stary, że we wszystkich szwach ma szpary, z tych szpar
prószą się trociny; grzbiet i pyszczek ma wytarty, miś po prostu - nic
nie warty! No, a jeszcze oprócz tego jest koloru zielonego!
- Co? Kto słyszał? Miś zielony - to po prostu śmiech szalony!
Dlaczego miś był był zielony, o tym nikt nie wiedział. Zbych
nikomu nie powiedział. Ale wam, jeżeli chcecie - powiemy w wielkim
sekrecie.
Kiedy mamusia ze Zbyszkiem pojechała do Warszawy, Zbyszek nic a
nic nie miał wtedy do zabawy. I mamusia dla Zbysia uszyła śmiesznego
misia z tego zielonego pluszu, co go kawałek od starego fotelika
zostało.
I tak żyli Zbyś i miś w tej przyjaźni aż do dziś.
Aż tu dzisiaj wielkie święto! Urodziny dziś Zbigniewa. Dostanie on
w podarku coś, czego się nie spodziewa!
Zbudził się Zbyszek o świcie, przy łóżeczku jest stoliczek -
bielusieńki i przybrany w narcyzy i tulipany. Na stoliczku - patrzy
Zbyś, siedzi śliczny, nowy miś. Od łapeczek aż do uszu calutki z
białego pluszu, oczy lśniące, mina harda, złoty dzwonek i kokarda.
Bierze misia Zbych nieśmiało. Miś to piękny, jakich mało!
Biegną siostry, mama, tata:
- Żyj nam, Zbysiu, długie lata!
Kasia woła:
- Już od dzisiaj będziesz miał nowego misia!
Bawiły się dzieci ślicznie nowym misiem do wieczora. Było milo i
wesoło, aż wreszcie spać przyszła pora. Trzeba iść do łóżka. Uściskała
mama Zbysia, położyła przy min misia, wyszła na paluszkach.
Spogląda Zbych na misia - ten się rozparł z miną hardą, z złotym
dzwonkiem i kokardą, nastawił pluszowe uszy, oczy w sufit wybałuszył.
Wyjrzał Zbych z łóżeczka, a tam siedzi w kąt wtulony jego stary
miś zielony, zabiedzony nieboraczek, nos wparł w ziemię, pewno płacze.
Skoczył Zbych, nie myśląc wiele:
- Chodź, my starzy przyjaciele!
Kiedy mamusia zajrzała do dzieci - nowy, wspaniały miś spał na
taborecie, a do Zbyszka przytulony chrapał stary miś zielony!

sobota, 5 czerwca 2010

List do ludzi LGBT

Witajcie!

Jestem kobietą, rocznik 1961. Używam pseudonimu dr Mouse . Mam męża i troje dzieci, tak więc można by mnie zaliczyć do ludzi heteroseksualnych (chociaż przyznaję się do fragmentów dwóch liter ze skrótu LGBT).
Z zawodu jestem lekarzem medycyny. Jestem osobą wierzącą i należę do Kościoła katolickiego (Kk) z własnego głębokiego przekonania.
Byłam w tym roku (2010) na Marszu Równości w Krakowie. Niosłam z koleżanką transparent z napisem „Miłość i wierność zawsze te same”. Około dwa lata temu przemyślałam temat homoseksualności i transpłciowości. Dotarło do mnie wówczas, jak bardzo nie zgadzam się w tej kwestii z nauką moralną Kk. Uważam, że wierne związki jednopłciowe nie tylko nie czynią krzywdy tradycyjnej rodzinie, ale wręcz przynoszą jej korzyści.
Powody są następujące:
1) unikanie obłudy
2) unikanie sytuacji, kiedy ludzie homoseksualni pod presją zawierają związki z osobami płci przeciwnej.
3) radość ze szczęścia innych
W oczekiwaniu na czasy, gdy Kk zmieni zdanie (nie wiemy, kiedy to nastąpi), odczuwam potrzebę stworzenia grup wsparcia dla ludzi LGBT, którzy czują konflikt moralny między potrzebą życia w związku jednopłciowym a przynależnością do Kościoła. Radzę takim osobom, aby żyły w stałym związku i pozostały w Kościele. Uważam, że Kk nie powinien odmawiać im prawa przyjmowania Komunii świętej. Jeśli ktoś chce jednak kierować się obecnymi wytycznymi, to z pewnością można przyjmować ją przynajmniej „duchowo”, mając poczucie, że żyje się zgodnie z sumieniem, sercem i rozumem.

Grupy wsparcia, o których mówię, polegałyby na spotkaniach, edukacji, dyskusji, modlitwie. Powinny istnieć w różnych punktach kraju i pełnić rolę podobną do duszpasterstwa małżeństw niesakramentalnych. Z konieczności byłyby oparte głównie na doradztwie osób świeckich (ludzi LGBT i przyjaznych heteroseksualnych), gdyż duchowni za taką działalność są natychmiast silnie represjonowani.

Ważne jest pisanie listów do hierarchów Kk: zarówno apelujących o zmianę zdania i podających istotne argumenty, jak i wyrażających dezaprobatę względem niedopuszczalnych wypowiedzi. Przykłady takich wypowiedzi: ks. Jan Dyduch , Wielkanoc 2010 - wymienianie homoseksualności na równi z aborcją i eutanazją jako przyczyny zła w świecie; papież Benedykt XVI – porównanie „ratowania” ludzkości przed homoseksualnością do ratowania lasów tropikalnych.
List do księdza rektora Jana Dyducha już wysłałam. Można go można przeczytać na moim blogu. Odpowiedzi nie otrzymałam.
Istotna byłaby współpraca i kontakt z organizacjami religijnymi przyjaznymi związkom jednopłciowym, które działają w innych krajach (Dignity, New Ways Ministry itp.)
Kolejne zadanie to czytanie, analizowanie i rozpowszechnianie wartościowej literatury dotyczącej tematu.

Drugi temat, o którym myślę, to grupy wzajemnej pomocy i wymiany myśli dla ludzi LGBT, również niewierzących, pod hasłem „jak tworzyć szczęśliwy związek?”.
Chodziłoby o spotkania ludzi młodych oraz starszych; szukających partnera lub partnerki, oraz takich, którzy w udanych związkach już żyją i chcieliby się podzielić się swoimi doświadczeniami. Myślę, że tego typu warsztaty organizowane z pewną regularnością lub na zgłoszone zapotrzebowanie mogłyby być cennym uzupełnieniem pomocy profesjonalnej, świadczonej przez psychologów.

Osoby zainteresowane proszę o kontakt. Odsyłam również na mój blog, gdzie dokładniej wyjaśniam swoje poglądy: http://doctor-mouse.blogspot.com/

poniedziałek, 24 maja 2010

Po marszu równości w Krakowie

W sobotę 15 maja wzięłam udział w Marszu Równości w Krakowie.Był wesoły, kolorowy, nie było "golasów na platformach" jak to się zdarza na dużych gay pride na świecie. Niosłyśmy z koleżanką transparent z napisem "Miłość i wierność zawsze te same". Bardzo dziękuję Brygidko, za Twoją postawę i chęć poprawy świata.
W marszu brali udział także ateiści, których szanuję, ale oczywiście nie utożsamiam się z nimi. Nieśli transparent z zębatą rybą, podpisany "Polak katolik". Niestety, jest w tym trochę prawdy. Już na trasie można było widzieć i słyszeć te "zębate ryby" - zwykle młodych chłopców, wykrzykujących pełne nienawiści hasła, gotowych do agresji fizycznej. Wszystko to spowodowane fałszywym strachem przed ludźmi odmiennej orientacji seksualnej lub odmiennym poczuciu tożsamości płciowej. Strach napędzany przez liczne osoby, organizacje, także przez część ludzi Kościoła Rzymsko Katolickiego. (Zboczeńcy! Zniszczą Kościół, tradycyjną rodzinę, zdemoralizują dzieci!)
Ileż czasu, ile cierpliwości trzeba aby to wszystko wyjaśnić? Ze problemem nie jest czyjaś orientacja, tylko ewentualna rozwiązłość, występująca dziś powszechnie. Że największą pomocą byłoby uznanie związków jednopłciowych prawnie oraz w Kościele, aby propagować właśnie moralny i odpowiedzialny model życia.
Czytuję czasami świadectwa ludzi, którzy poddali się "terapii" reorientacji, zalecanej przez Kościół. Wielu z nich wygląda na autentycznie zadowolonych, chociaż z ich wypowiedzi odczytuję, że tan naprawdę się nie "wyleczyli". Żyją nadzieją że są na dobrej drodze, próbują kontaktów różnego typu z osobami płci przeciwnej. Ciągle jednak przewija się wątek nawracających pragnień homoseksualnych. Według mnie "wyleczenie" jest możliwe tylko u osób, które są homoseksualne pozornie lub w niewielkim stopniu. Natomiast zadowolenie wyżej wspomnianych wynika z faktu, że ktoś pomógł im wyjść z uzależnienia od seksu. Ideałem byłaby taka właśnie forma pomocy, ale bez prób zmiany orientacji. Wówczas każdy mógłby być sobą, a szansa założenia szczęśliwego związku wzrosłaby znacznie.
Seks, jakkolwiek ważny, musi być pod kontrolą i na drugim miejscu po uczuciu miłości bezinteresownej. Dlatego też uważam, że idea powstrzymania się od seksu z drugą osobą aż do zawarcia małżeństwa/trwałego związku - jest słuszna psychologicznie i godna polecenia również osobom niewierzącym. Jest to po prostu wyrażenie czynem następującej idei: Jesteś dla mnie ważniejszy/a niż przyjemność, której możesz mi dostarczyć. Kocham cię i zamierzam kochać zawsze, także jeżeli nasza przyszła relacja seksualna nie będzie najwyższych lotów; również kiedy zachorujesz i seks nie będzie możliwy. Idealizm? Nie! Jedyna możliwa recepta na prawdziwe szczęście we dwoje!
Pięknie pisze o tym Pan Sławomir Kuleta w swojej książce "Inne spojrzenie" str 230,231.
Bardzo się cieszę, że wydał tę książkę. Chciałabym, aby była szerzej dostępna.
Chciałabym spotkać więcej takich ludzi i wspólnie budować "Cywilizację miłości bez lęków".
Na razie wiem, że jestem między "młotem a kowadłem", między licznymi ludźmi którzy wolą rozwiązłość, a Kościołem, który ma inne zdanie niż ja. Jednocześnie jestem w Kościele i wiem,że muszę o tym wszystkim głośno mówić. Taka moja rola, odczytana w sumieniu. Boże, wspomagaj i prowadź.

Apel do papieża

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6095257,Benedykt_XVI__chronmy_lasy_deszczowe__ale_takze_czlowieka.html

Mam spóźniony refleks. Ten tekst o konieczności ochrony ludzkości przed homoseksualizmem i transseksualizmem (podobnie jak chroni się lasy tropikalne przed wyginięciem) papież Benedykt XVI wygłosił na Boże Narodzenie 2008.

Każdy las, aby dobrze funkcjonował musi składać się z wielu gatunków drzew i roślin, które żyją obok siebie. Lasy monokulturowe okazały się nieodporne na inwazje chorób, szkodników i warunków klimatycznych.
Osoby LGBT nie są szkodliwe ani nie zaburzają równowagi w ludzkim ekosystemie. Jest ich procentowo na tyle niedużo, że z pewnością nie zagrażają ludzkości wymarciem.
Tradycyjne rodziny poprzez życzliwe otwarcie na obecność takich osób zapewniają dzieciom prawidłowe wychowanie. Zmniejsza to występowanie agresji i aktów przemocy, a młodzieży wszystkich orientacji pozwala dorastać w przyjaznych warunkach.
Mamy inne prawdziwe problemy warte rozwiązywania. Są to powszechnie występujące trudności z założeniem i utrzymaniem mądrego, wiernego związku. Wymaga to po prostu psychologicznych umiejętności. Niektórzy posiadają je niejako w sposób naturalny (szczęśliwcy!) zaś inni muszą się tego nauczyć. Tą pomoc w najszerszym zakresie trzeba ludziom organizować.
Chciałabym wysłać z Polski apel do Papieża Benedykta XVI - o zmianę stanowiska Kościoła Katolickiego w sprawie osób LGTB. Cytowana wypowiedź mogła, niestety przyczynić się do aktów przemocy. Nie miała ona nic wspólnego nawet z treścią obecnego Katechizmu KK, który zaleca traktować osoby homoseksualne z delikatnością i współczuciem (choć oczywiście, zamiast współczucia potrzebne jest normalne traktowanie).
Kto chciałby się podpisać pod takim apelem? (Styl można oczywiście nieco zmodyfikować) Proszę o kontakt!